Dziś jest to już oczywiste: Wszystko to streetwear!

- Przepraszam, czy dostanę w tym sklepie streetwearową mąkę ryżową?


Nie będę ukrywał - piszę rzadko. Choć pewnie zauważyłeś. Nie będę obiecywał, że to się zmieni, bo nadszedł czas kiedy robię milion różnych rzeczy, pośród których samo pisanie ma niższy priorytet. Poza tym bądźmy szczerzy - dziś starczy wrzutka z HB i jedno zdanie na grupce, by wiedzieć wszystko. A sam ostatnio poza wybieraniem spośród Was najlepszych #STREETWEARNOMADS i kilkoma newsami nie pochyliłem się nad tym by napisać coś więcej. To dziś dla odmiany jakiś treściwy tekst.


Z racji niekorzystnej pogody musiałem odwołać sesję zdjęciową, co spodowowało, że nagle znalazłem trochę czasu by porobić sukcesywne nic. Rzadko się to dzieje i raczej sam do tego nie dążę. Kolejny raz przez Fejsa przewijają mi się jakieś ambitne komentarze na grupkach typu streetwear, gdzie ktoś wspomina złote czasy narzekając na to co się dzieje teraz. I tak się zastanawiam czy wrzucić w odpowiedzi "B" czy "L". Finalnie odpuszczam jakiekolwiek działania wrzucając ten przypadek do sterty tematów, które w międzyczasie wpadają mi w oko.

Ludzie między sobą dywagują na temat tego, że dziś zbieranie butów to już nie taka prawdziwa zajawka jak kiedyś. Twierdzą, że chujowo gdy ktoś kupuje buty, by je sprzedać, zamiast nosić. Supreme już nie jest takie jak rok temu. Ludzi pojebało z resellem na Nike x Off-White. Yeezy jest za dużo na rynku i już nie da się tak zarobić. Cropp znowu podjebał jakiś wzór. Teraz chyba Off-White jak wszyscy. Balenciaga zrobiła genialną czapkę z daszkiem ze swoim logo. Red Bull robi dokument o kicksach. Ktoś podpisany jako sneakerhead występuje w reklamie ING. Na wybiegach więcej bluz niż sukienek. Więcej butów sportowych niż kozaków. James Jebbia zostaje projektantem roku. Ludzie zbierający buty od 10 lat płaczą, że nikt na nich nie zwraca uwagi, a są OG. Inni po roku kupowania Yeezy też już są OG i narzekają na "nowych". I TAK DALEJ.


Pisząc o tym, że dziś tak zwane high fashion (czyli moda w pizdu droga) i streetwear to jedno i to samo, nie opowiem o niczym nowym. Słowo "streetwear" zaraz obok "sneakers" jest obecnie tak gorące jak w 2007 roku wideo Kim Kardashian i Ray J.  Teraz tak naprawdę wszystko jest streetwear. Marki hiphopowe z lat 90tych dziś opowiadają swoją historię na nowo wkomponowując w nią słowo streetwear częściej niż jakiekolwiek fakty historyczne. Domy modowe z kolei nie mówią streetwear ale robią wszystko by 15latek z Hong Kongu kupił ich bluzę z kapturem zamiast bluzy HUF, czy jakiejś innej marki młodzieżowej, która głównie takie bluzy sprzedaje. Mówi się hucznie o kulturze z tym związanej, ale tak naprawdę tam gdzie się o niej mówi najwięcej nie ma jej praktycznie wcale. Najprostsza forma odzieży codziennej, o której mówią dziś wszyscy, zapakowana w hasło streetwear w odróżnieniu do tego co się dzieje teraz miała być kontrą do panujących trendów. Była uniformem dla wiecznie zbuntowanych subkultur. Fakt, kiedyś one istniały. Dlatego Shawn Stussy nie robił kolaboracji z Chanel tylko przerabiał ich logo na własne. Dlatego Supreme w 2000 roku wyśmiewało Louis Vuitton robiąc deski z ich monogramem. No i zostało za to pozwane. Nie chcę pieprzyć teraz, że wtedy było lepiej, a ja jestem OG i... no i w sumie to kiedyś było lepiej. Jak na moje obecnie jest zajebiście tylko trzeba mieć świadomość, że to co niektórzy próbują nadal sobie tłumaczyć jako zajawkę nielicznych stało się spopularyzowanym hasłem dla mas.

Idealnym tego przykładem są właśnie domy mody, które przez dziesiątki lat były symbolem awangardy i luksusu, a dziś z odczuwalną kolką próbują nadążyć za tymi, którzy tak naprawdę rozdają karty. A jest ich kilku. Noszą zniszczone jeansy i świeże kicksy. Nie mają za sobą bogatej historii liczonej w dzisiątkach lat, ale mają Instagram i sposób, by częściej niż do zamożnej kobiety po 50tce, mówić do jej 16letniego syna. Zastanawiam się tylko czy za chwilę nie stanie się tak, że marki kojarzące się z ekskluzywnością, będą w odbiorze ogólnym "dostępne dla wszystkich". A jedyne co będzie świadczyć o ich luksusowym charakterze to cena z jaką przyjdzie się zmierzyć kupując szare spodnie dresowe i klapki. A moża to właśnie klucz do drzwi, na których wisi tabliczka "próba czasu"? Nie wiem.


W przypadku butów jest podobnie. Nie trzeba być sneakerheadem, by nosić sneakersy. Nie trzeba też nim być, by butów sportowych mieć dużo. W sumie dziś nic nie trzeba, mimo że presja społeczna mówi co innego. Jak na moje jest to ok. Nie uważam się za sneakerheada, choć o wielu parkach mógłbym opowiedzieć bardzo dużo ciekawych historii. Jednak męczy (albo bardziej śmieszy) mnie napinka u ludzi, którzy ze względu na to, że zbierają buty od dawna, próbują rościć sobie prawo do narzekania i wywyższania się nad osobami, które kupują buty od miesiąca. To jest dokładne to samo case study co Hip Hop i profesjonalnie zjawisko to nazywa się trueschoolowym bólem dupy, wynikający z tego że czasy się zmieniają, a tempo zmian wielu przerasta. A bo kiedyś się stało pod sklepem i była zajawka. A bo dzisiaj są boty i nic nie można kupić. A bo zupa była za słona. 


Obecna popularność tematu jest wynikiem tego, że ci którzy są w nim od dawna postanowili o nim mówić, tworzyć portale, fora, grupy, blogi, vlogi, Instagramy i inne. No i celebrytów. Ale tak było od zawsze. Różnica jest taka, że dziś lepiej działa samojebka na Instagramie niż zasięgowy teledysk wypełniony logotypami. I jak kiedyś może kolaboracja Stussy z Nike docierała tylko do wąskiego grona zainteresowanych, tak dziś najbardziej gorące kolaboracje oglądamy na wybiegach, zdjęciach gwiazd, które niekoniecznie są związane z tematem, itp. Tak więc dlaczego fanka, którejś z Hadid ma nie chcieć tych Nike x Off-White tak bardzo jak Ty? Skoro jej gwiazda co chwile je pokazuje i to jeszcze na zdjęciach z Virgilem. 


Pośród tych wszystkich świetnych projektów, historii za nimi ukrytych i zajebistych kampanii, trzeba pamiętać, że ktoś to produkuje i wypuszcza na rynek, by... to sprzedać. Tak. To tylko buty. To tylko ciuchy. Powstały w celu noszenia, aczkolwie z różnych bardziej i mniej wytłumaczalnych powodów ludzie, je zaczęli kolekcjonować, czasem zapominając o tym, że można je jeszcze wrzucić na siebie. No ale zbieracze znaczków też nie wysyłali na nich listów gdy chcieli mieć je w kolekcji. 


Więc skoro dziś słowa streetwear tłumaczyć nikomu nie trzeba, to może po zluzowaniu gumy okazać się, że jest to obecnie naprawdę zajebisty czas. Szczerze to wydaje mi się, że nadużycie tego hasła spokojnie można zastąpić jego brakiem, pozbawionym usilnego klasyfikowania i szukania ram. Mówimy tak naprawdę o odzieży sportowej, która albo jest cool albo nie. A dzięki temu, że zjawisko to jest coraz bardziej popularne to możemy liczyć na jeszcze ciekawsze kolaboracje i eksperymenty, których do tej pory nie było. Poprzeczka kreatywności jest ustawiana coraz wyżej. Będą powstawać nowe marki, nowe materiały, nietypowe połączenia, itp. Ktoś na bank przejdzie się po innej planecie w jakiś kicksach, ktoś umożliwi Tobie drukowanie koszulek, a ktoś inny zrobi kolaboracje z prezydentem jakiegoś kraju. 

Tego nie zatrzymasz. Możesz patrzeć z utęsknieniem na zdjęcia z czasów kiedy kupowałeś pierwszą bluzę Carhartt i Asics Gel-LYTE III, ale tego co się dzieje obecnie nie zatrzymasz. 


Wszystko to streetwear! Albo już nic.

.zulu kuki

0 komentarze:

Prześlij komentarz