Banksy ponownie maluje w Nowym Jorku śmiejąc się z każdego z nas.

Myślę, że to całkiem zabawne więc słusznie.





Dwa tygodnie temu bując się po Berlinie trafiłem na wystawę Banksy'ego zorganizowaną we współpracy z jego byłym menagerem Stevem Lazaridesem. Ponad 40 oryginalnych prac mistycznego artysty w jednym miejscu robi wrażenie. Ale też budzi wątpliwości większe niż dotychczas. To, że Banksy to bardziej legenda tworzona przez zorganizowaną grupę, raczej niczym odkrywczym nie jest. Zamiast bawić się w analizy gdzie Banksy mógł mieszkać, wystarczy zwrócić uwagę w jak trudnych miejscach powstawały tak świetne prace, by to w ogóle było realne na nielegalu. Ale nie. Świat próbuje rozszyfrować tożsamość street artowego zorro, nie próbując robić tego ani trochę. To trochę jak oglądanie sztuczek iluzjonisty. Zaglądanie mu w rękawy zabiera to po co przyszliśmy. Idealnym przykładem jest nowa praca, która powstała wczoraj w Nowym Jorku. 



Sama praca jak większość, niesie za sobą mocny przekaz związany z zeszłorocznym aresztowaniem tureckiej dziennikarki i aktywistki, Zehry Dogan. Publikacja swojej pracy w social media, kosztowała ją 3 lata więzienia. I to bynajmniej nie jest powód do śmiechu.




Jednak zastanawiającym jest to, że praca powstała sobie od tak, w biały dzień, przy pomocy... wysięgnika? A no. Ale kim jest Banksy nadal nikt nie wie. Przecież mógł to być ktoś inny wysłany przez niego, by namalować jego pracę i podpisać. Chyba musimy poczekać, aż Netflix wyprodukuje film z tej okazji, to może w trzecim odcinku drugiego sezonu coś będzie bardziej oczywiste.

.zulu kuki



0 komentarze:

Prześlij komentarz