Czy kolaboracja meksykańskiego projektanta z New Balance ma jakieś znaczenie?

???



Miałem w planie napisać recenzję najnowszej kolaboracji New Balance 574 we współpracy z Ricardo Seco, ale w trakcie robienia zdjęć do tego artykułu naszło mnie pewne pytanie. Czy kolaboracja z meksykańskim projektantem kogokolwiek tutaj interesuje? Czy inspiracje kryjące się za tym projektem mają w naszym kraju jakiekolwiek znaczenie? Odpowiadając krótko stwierdzę, że nie. Ale stwierdzenie to byłoby niczym, gdybym je tutaj tak zostawił. 


Zacznijmy od tego kim jest Ricardo Seco. Gdybym Was zapytał jakich meksykańskich projektaktów znacie, część pewnie by zaczęła szukać informacji, czy Virgil Abloh może nie jest z Meksyku. Nie martwcie się, sądzę że ktoś tam zapytany o polskich projektantów też wiele by nie powiedział. Zatem teraz już wiesz, że Seco jest jednym z nich. Abloh nie. Od kilku lat Seco prezentuje swoje kolekcje podczas New York Fashion Week. Większość z nich to jego komentarz do sytuacji politycznych w jego państwie, bądź też nawiązanie do kultury Meksyku. Projektant już raz zaprezentował efekt współpracy z marką New Balance w 2014 roku. Nadszedł czas na kolejną odsłonę. Podobnie jak w przypadku poprzedniego kolabu motywem przewodnim jest sztuka indian Huichol zamieszkujących w Meksyku. 


Charakterystyczne koraliki na bucie to nie efekt dobrze wydrukowanego wzoru imitującego takowe elementy. Cała cholewka została stworzona z koralików, by pod wpływem odpowiedniej proporcji kolorów tworzyć odpowiednie wzory na butach. 


Mimo, że bardziej preferuję innowacje zamknięte w stonowanych kolorach, zagłębiając się w historię sztuki indian Huichol zacząłem jarać się tematem jeszcze bardziej. To lubię w kolaboracjach tego typu - chęć zrozumienia produktu wymusza na mnie szukanie informacji, a co za tym idzie poszerzanie wiedzy. Co prawda może nie dowiedziałem się niczego nowego na temat modelu 574. Jest sprawdzonym klasykiem. Za to dzięki niemu przeniosłem się w poszukiwaniach w tereny Durango, Guadalajara i Zacatecas dowiadując się jak żyli (i nadal żyją) Huichol. 


Ale czy jest to obiekt westchniech młodocianych amatorów kolekcjonowania butów? Nie. Gdyby ten Ricardo miał na nazwisko Tisci i wylałby się na złoto na coś czarnego, pewnie byłoby łatwiej. Mimo, że sam interesuje się projektami, za którymi idzie jakaś historia czy ciekawa koncepcja, dziś ludzie jarają się tym czym jarają się inni ludzie. Dlatego tego typu projekty z pewnością wpadną w oko symatykom podróży po Ameryce Południowej, bądź też znawcą mody. Takim, którzy orientują się nieco bardziej, niż wtedy gdy muszą połamać język wymawiając Demma Gvasalia czy Virgil Abloh.

.zulu kuki

0 komentarze:

Prześlij komentarz