Wkraczając na kolejny level - Puma TSUGI Shinsei - recenzja

Japońskie koty!



Ale im się to udało! Ale na spokojnie... od początku. Puma to specyficzna marka. Jedni jej nienawidzą za znaczek Ferarri na butach, inni kochają za Trinomic w podeszwach. Sam do tej marki podchodzę bardzo sentymentalnie. Wiele przetańczyłem w Suede, system Disc zadebiutował na świecie wraz ze mną, a Blaze of Glory są jednym z moich ulubionych retro butów. Nie mniej jednak marce ewidentnie brakowało czegoś świeżego. Wkroczyli w świat butów knitowych wraz z evoKnit, lecz but mimo że ciekawy, za wielkich emocji nie wywołał. Znacznie więcej było ich w przypadku modelu Limitless. Lecz czy można mówić tu o bucie na tyle rewolucyjnym co np. NMD? Hmm... chyba nie. Ogólnie mam wrażenie, że po NMD szalony świat kicksów charakteryzował się jedynie nieudanymi próbami zrobienia czegoś nie tyle fajnego, co zajebistego na maxa. To co Pumie udało się na bank to dobrać odpowiedniego partnera. Rihanna wniosła dużo dobrego, co przełożyło się na sprzedaż. No ale to mogę podziwiać, a nie nosić. Serio, od momentu NMD nie czułem rzeczywistego zaciekawienia butem. Szczególnie czymś nowym, co nie buja się wokół delikatnych zmian materiałów i kolorów. W 2017 roku zainteresowanie poczułem w stosunku do trzech butów: adidas EQT Support 93/17 Boost, NikeLab x Stone Island Sock Dart Mid i Nike Air VaporMax. Poza tymi ostatnimi, nabyłem wszystkie. I nadszedl ten moment kiedy widzę bryłę buta i myślę "SZTOS!". Puma postawiła na odwagę i dzięki temu wkroczyła na kolejny level prezentując model TSUGI.





TSUGI to po japońsku "kolejny". Model Shinsei otwiera rodzinę Tsugi.  SHINSEI z kolei to "odrodzenie". Coś w tym jest. To co najbardziej świeże i charakterystyczne to język, który w odróżnieniu do klasycznych butów, w których wszywany jest od wewnątrz do cholewki i tych butów, które go po prostu nie mają, ten jest niezależnym panelem, naszytym na buta. Ze względu na swoją konstrukcję sznurowadła nie przechodzą przez buta na skos, a dzięki pętelkom, przy zaciąganiu dociskają język do cholewki. 





Sama cholewka to knit, wiadomo. Aczkolwiek jest on podzielony. Przód buta to inny splot, a skarpetowy tył to inny splot. By dziany but trzymał kształt, przyszyto do niego po bokach skórzane panele. Ostatnim elementem cholewki jest elastyczna taśma, która ma na celu ułatwienie wkładania buta. Na niej widnieje wytłoczona nazwa marki. 





Jeśli chodzi o podeszwę to tutaj Puma stawia na swój system performance'owy - Ignite. Wykończony gumową podeszwą zewnętrzną sprawia, że but jest bardzo wygodny. Ogólnie w dzisiejszych czasach już praktycznie butów niewygodnych się nie produkuje (z wyjątkami), ale ten spokojnie mogę ulokować obok tych top w mojej kolekcji. 





Skłamałbym mówiąc, że o bucie dowiedziałem się z artykułu na Hypebeast. Pierwsze kroki w nich stawiałem po dachach w Mumbaju i szczerze powiedziawszy nie mogłem się doczekać aż będę mógł o nich powiedzieć coś więcej. Istny SZTOS!

Buty można już kupić na stronie marki:
http://puma.com

Zdjęcia: Damian Denis (dou.bled)

.zulu kuki


0 komentarze:

Prześlij komentarz