Wyjazd do Indii nie był tym czego się spodziewałem.

Był czymś innym.




5-9.03.2017 - w tych datach właśnie zamykała się moja wizyta w Indiach. Krótki i bardzo intensywny czas poświęcony na nagranie nowego wideo dla Pumy, w którym to ja i "influencer" z Indii, przemierzamy miasto zgodnie z hasłem #RunTheStreets. To oficjalna wersja. Lecz blog mój to mało oficjalne miejsce i tutaj mogę sobie pozwolić na to by powiedzieć za dużo, bądź nie powiedzieć nic. Tym razem powiem za dużo.

Wyprawa do Indii z jedną z największych marek sportowych na świecie to ciekawa perspektywa spędzenia dobrze czasu. Szczerze? To trochę rozpierdol. Przed wylotem wiedziałem co będzie się dziać i z kim się spotkam. Mukti Mohan jest bardzo popularną osobą w Indiach. Tak, jest fejmem. Gdy zacząłem sprawdzać jej profil, by "poznać" osobę z którą przyjdzie mi obcować, zacząłem się przygotowywać na to, że projekt będzie mocną reżyserką. Jej profil z automatu nakazał mi przypiąć jej etykietę próżnej celebrytki o niczym, a my na potrzeby scen będziemy udawać, że się znamy i przemierzamy miasto, by po chwili rozstać się i wrzucać miliony filmików i zdjęć na InstaStory. Albo co gorsza Snapchat. To nie mój projekt, więc nastawiałem się na wszystko co fajne i mniej fajne. Sam wypad do Mumbaju był czymś ekscytującym i wystarczającym powodem, by pozwolić sobie na to by dwa dni zdjęciowe wykreowały sytuacje skrajnie dalekie od rzeczywistego stanu rzeczy.


Rzeczywistość jednak zaskoczyła. Bardzo zaskoczyła. Przede wszystkim tym, że Puma i ludzie realizujący materiał nie chcieli tworzyć nam ról innych niż te, w których czujemy się najlepiej. Najzwyczajniej w świecie chcieli byśmy byli sobą, a projekt poza zbieraniem ładnego obrazka, rzeczywiście pozwolił mi eksplorować jakże egzotyczne dla mnie miejsce. I tak nagle w mgnieniu oka projekt marki stał się moim własnym. Tak samo moim jak i Mukti. 


Podobnie jak kwestie samego projektu, tak i moje spostrzeganie Mukti zmieniało się stopniowo, wraz z każdym wymienionym zdaniem. Udział dwóch obcych sobie osób we wspólnych scenach? Perspektywa ta zniknęła jeszcze szybciej niż zdążyła się pojawić. Szczerze powiedziawszy, więcej czasu spędzaliśmy na rozmowie niż tworzeniu materiału. Nawet jeśli powinno być odwrotnie.


Każda wymiana zdań na temat poglądów, doświadczeń i różnic między miejscami, w których mieszkamy doprowadziła do momentu, w którym miałem wrażenie, że znamy się z 10 lat, a nie niecałą dobę. #RunTheStreets to zdecydowanie nasz projekt. Pozwolił mi nie tyle co zobaczyć życie skrajnie różniące się od tego w Polsce, ale co ważniejsze zrozumieć ten mechanizm patrząc na niego z perspektywy osoby, która tam żyje i mieszka.


Drugi dzień zdjęciowy zakończył się wspólną kolacją całej ekipy pracującej nad projektem. To był pierwszy i ostatni czas, gdy rozmowy nie przerywały kolejne ujęcia, zmiany lokacji i inne czynniki. Jedzenie stygło, a każdy kolejny rozpoczęty temat między mną, a Mukti wskazywał na jeszcze większe podobieństwa w naszym spostrzeganiu świata i siebie jako jednostki w nim. Wszelkie różnice rozmyły się, stając się przeterminowaną łatką przypiętą wcześniej, bo zdrowy rozsądek i logika na to wskazywały.


Bratnia dusza? Tego wieczoru czułem tak bardzo, że tak. Dziś, kilka dni później czuję podobnie. I choć mówię tak o osobie płci przeciwnej, aspekt ten nie miał żadnego znaczenia. Nikt nie doszukiwał się czegokolwiek więcej niż szczerej rozmowy. Choć równie dobrze może być to wynikiem krótkiego czasu, który zakrzywił rzeczywistość jeszcze bardziej niż mi się wydaje. Może po tygodniu znajomości nikt z nas nie miałby ochoty ze sobą rozmawiać, a założone różnice między nami potwierdziłyby się w 100%. Nie wiem i chyba nie chcę wiedzieć. 

.zulu kuki




0 komentarze:

Prześlij komentarz