Wyjechałem coś zjeść i zdjęć zrobić kilka.

A taki szybki i sympatyczny wypad.





Musiałem. Najzwyczajniej w świecie musiałem wybyć na kilka dni. Nie wiem czy to niedobrze, czy może lepiej, ale nie potrafię odpoczywać biernie. Potrafię aktywnie za to. Dlatego spakowałem się i ruszyłem do Gdańska. Kierunek sam w sobie to bardziej bezpieczna baza, niż podróż w nieznane, ale nie odkrywanie było celem. Misje były dosyć proste, ale bardzo przyjemne. Pierwszą z nich było zjadać różne smaczne potrawy w lokalach, których mimo kilku lat mieszkania w Trójmieście, nie udało mi się odwiedzić. Ten ważny cel udało mi się zrealizować celująco. Kiedyś zabiorę Cię gdzieś tam może. Albo po prostu podpowiem. Druga misja tej weekendowej wyprawy miała charakter bardziej twórczy, lecz znacznie mniej odpowiedzialny. Zdjęcia. I jak w przypadku pierwszej misji, trzeba było zjeść wszystko do końca, robiąc zdjęcia zależało mi przede wszystkim na tym super czasie z tymi super ludźmi. Efekt końcowy? To jedynie dodatek. Nie wiem czy Ty też tak masz, ale ja mam kilka takich osób, które na różny sposób inspirują mnie w życiu. Daleko im do moich autorytetów, ale ich aktywności, zainteresowania i charakter sprawiają, że chce dzielić się z nimi moją energią. Wśród osób tych są 3 dziewczyny, które niczym moje muzy, najczęściej przewijają się na zdjęciach które robię. Szczerze powiedziawszy tak bardzo lubię robić zdjęcia z nimi, że inni muszą poczekać. Z jedną z dziewczyn tych dzielę swoje mieszkanie i życie, gdyż od kilku lat łączą nas bardzo silne uczucia. Dwie kolejne mieszkają w Gdańsku. Jedną z nich jest Ilona, z którą przyjaźnię się od lat. Ostatnią w całej tej wyliczance osobą jest Emilia. Tak bardzo lubię z nią pracować, że seria "One day with", której założeniem były wypady fotograficzne z różnymi ludźmi, mogłaby być sygnowania przez nią. Tak właśnie wyglądał ten weekend. Taki "one weekend with: Ylon & Emilia". Taki super weekend.

PS. Dzięki Dawid za pomoc wszelką!

.zulu kuki





















0 komentarze:

Prześlij komentarz