Za te zdjęcia wylądowaliśmy na dołku.

22 piętra satysfakcji i 26 godzin w areszcie.


Najlepiej słowa na ten tekst układały mi się w głowie, gdy po odebraniu poduszki, materaca i dwóch kocy, przekroczyłem próg czteroosobowej celi. Drewniana skrzynia po prawej stronie była jedyną wolną. Pościeliłem sobie skrzynię i okryłem kocem, wmawiając sobie że chce mi się spać. Z jednej strony pragnąłem zasnąć, lecz brak kontaktu ze światem zewnętrznym i nieznajomość sytuacji, w której się znalazłem powodowała, że wyobraźnia pracowała ponad normę. Jedną z rzeczy, którą sobie uświadomiłem po raz kolejny, było to jak przerażająco ciężko odzwyczaić się od wygód codzienności. Choćby na jeden dzień. Postanowiłem jednak traktować to całe wydarzenie jako przygodę, niezależnie od tego z jakimi konsekwencjami finalnymi przyjdzie mi się skonfrontować po przebudzeniu. 


Nie wiem czy to kwestia złego dnia, godziny, czy najzwyczajniej rzecz biorąc czujności ochrony, ale ten dach okazał się bardzo złym pomysłem. Bardzo bardzo. Jego lokalizacja, wysokość i nasze dobre flow tego dnia, sprawiły jednak że nabraliśmy sporej pewności siebie. Szczerze powiedziawszy nie straciliśmy jej ani po zejściu z dachu i zderzeniu się z ochroną, ani chwilę później gdy na miejsce "zajścia" przybyła policja. Bo co może grozić za wejście na dach? Z dobrym humorem i równie rozrywkową obstawą policji, opuściliśmy budynek kierując się do radiowozu. Nikt z nas nie myślał o konsekwencjach, dlatego też przewiezieni na komendę ochoczo rozmawialiśmy zarówno w naszym TVT gronie jak i z policją. Żarty, żarciki i takie tam. Każdy z nas był przekonany, że wieczorem przywiezie na chatę jakiś mandat, śmiejąc się z całej sytuacji. Lecz niedziela to nie jest dobry dzień na bycie złapanym przez policję. 


Ogólnie w niedzielne wieczory na dyżurze w komendzie jest niewiele osób. Przeszukiwania i pisanie raportów też trwa w chuj długo. Z założonych kilku godzin na komendzie zrobiła się nocka na dołku.  W tym celu rozdzielono nas i zawieziono w dwa inne miejsca. W takich sytuacjach procedury są jednakowe w przypadku każdego zatrzymania. Kumasz? W zamian za wejście na dach, dostaliśmy spacer w kajdankach, drewnianą skrzynię i dwie kromki chleba tostowego z pasztetem. 


Finalnie po jakiś 24 godzinach od zajścia paliliśmy papierosy przed komendą rozmawiając o całej sytuacji. Mocna dawka wrażeń dla kogoś, kto pierwszy raz spotyka się z taką sytuacją. 

Nauczka? To na bank. 
Czy żałuję? Hmm.... fot. Michal502

.zulu kuki

0 komentarze:

Prześlij komentarz