Opowieść o niedzieli, która leniwą być nie musiała.

Wyobraź to sobie sobie.




 Wyobraź sobie, że jest niedziela. Wiem, że boli gdy czyta się to w środku tygodnia no ale... Taka listopadowa, ale wyjątkowo pogodna jak na tę porę roku. Twoi znajomi znudzeni niedzielną bezczynnością, sugerują wypad. Taki o w celu zrobienia zdjęć kilku może. Miejsce zdjęć dobrze wszystkim znane, aczkolwiek z powodu ograniczonego dostępu oraz średniej legalności przebywania tam bez pozwolenia, nie eksploatowane za często. Ja sobie to wyobraziłem dosyć łatwo, a Ty? Pomyśl sobie, że w sumie pogoda całkiem przyjemna, więc warto w takim wypadzie uczestniczyć. Podekscytowany i lekko rozkojarzony, w oczekiwaniu na przyjazd znajomych ulegasz lekkiemu wypadkowki we własnym mieszkaniu, przyjmując na czaszkę framugę drzwi, a na lędźwie kant stolika z Ikei. Oglądasz filmy na Polsacie, wiesz jakie to kino akcji. Po tym uderzeniu w głowę przypominają Ci się wszystkie spoty reklamowe, emitowane w trakcie filmów na przełomie ostatnich 5 lat. W końcu znajomi przyjeżdżają. Z lekkim zawrotem głowy wsiadasz do samochodu i jedziecie tam, gdzie tego dnia być powinniście. Albo przynajmniej Wam się tak wydaje. 
 Docierając na miejsce bez problemu przeskakujecie pierwszy mur. Sprawne chłopaki z Was, a świadomość, że promienie słońca elegancko wbijają się w miejsce docelowe, sprawia że tej sprawności nawet przybyło lekko więcej. Przeskakując przez drugi mur zauważacie, że po dachu Waszej miejscówki biegają jakieś dzieciaki. Nie, że Wy sami uważacie się za starych i ogarniętych, ale gdy oni mają po 12-13 lat to nie trudno o takie określenie. Widok ten sprawia, że realne zdobycie miejscówki przestaje być jakimkolwiek wyzwaniem. Z resztą byłeś tu wcześniej i wchodziłeś jak do siebie. Tym razem jest podobnie. Próbujesz się rozgościć jak dawniej, szukacie kadrów i jedyne co wprowadza Was w lekką irytację to ci młodzi robiący dużo hałasu na dachu. W pewnym sensie to nawet lekki stres, gdy słyszysz jak skaczą po drewnianym dachu nieczynnej nieruchomości. Jednak olewasz i skupiasz się na tym po co sam tu przybyłeś. Twoja irytacja zamienia się w lekki gniew gdy po chwili słyszysz policyjny sygnał i głos przez megafon, który nakazuje młodocianym opuścić budynek. Gdybym tam był, pewnie poczułbym ulgę, bo w końcu znikną rozpraszacze. Wyobraź sobie jednak, że młodzi pod wpływem stresu i strachu poinformowali policję o tym, że w budynku przebywa ktoś jeszcze. Dostrzegasz to w porę i mimo dosyć otwartej przestrzeni pomieszczenia, udaje się Tobię i Twoim znajomym ukryć w porę za filarami wewnątrz budynku. Multikino nie daje zniżek na takie seanse. Policjanci nie ustępują ok 20 minut, przechodząc budynek dookoła licząc, że kogoś zauważą i złapią. Dzieciaki to nie trofeum, skoro nawet same za siebie nie odpowiadają. Po jakimś czasie nieruchomego stania za ścianą dostrzegasz, że dwóch funkcjonariuszy oddala się od budynku. Tylu też ich podchodziło, więc znakiem było to, że odpuścili. Schodząc ostrożnie po zniszczonych drewnianych stopniach zdążyłeś zapomnieć, że jeszcze godzinę temu przykładałeś lód do głowy. Wraz ze znajomymi ponownie przeskakujecie dwa mury i wsiadacie do samochodu. Z ciekawości przejeżdżacie obok miejsca, w którym policja zaparkowała radiowóz, by sprawdzić czy jeszcze tam są. Wyobraź sobie, że byli, a Ty przyglądasz się ich postaciom, czując że oszukałeś przeznaczenie. Następnie kupujesz kawę w McDonald, dostajesz gorące ciastko z jabłkami gratis i idziesz wyłapać ostatnie promienie słoneczne tego listopadowego dnia, na dachu 10piętrowego budynku w centrum miasta. Załóżmy, że Warszawy. Eh... gdyby to się jeszcze wydarzyło naprawdę. 

A nie czekaj...

Zdjęcia: Damian Denis

.zulu kuki












0 komentarze:

Prześlij komentarz