O ludziach, którzy chcą bym robił to dalej.

To i owo.




Wszystkich tu z imienia i nazwiska nie wypiszę. Cały świat mi sprzyja, serio. Dziś chodzi mi o konkretną zajawkę pośród miliona mych. Chodzi o fotografię. Mimo, że zdjęć tych siekam całkiem sporo, nie celem jest fotografa tytuł i fanpage z wymownym Photography, tudzież Fotografia w drugim członie nazwy profilu. Bardziej niż na tym, zależy mi by wizje z głowy mej przerzucać na kadry. 

Od jakiegoś czasu ograniczam udział Canona 60D w mych zajawkach na rzecz znacznie starszego zestawu zabawek, w formie aparatów analogowych. Ktoś mądry powiedział mi, że przygodę z fotografią powinno zacząć się od analogu, by docenić ten moment i nie napierdalać jak dzik, a szanować każdy strzał, który zbliża nas do zakończenia kolejnej rolki filmu. Ja zacząłem od bycia dzikiem. Tak wyszło. Gdy zainteresowania me pierwszy raz skierowały się w stronę analogów, Patrycja zdradziła mi, że posiada kilka w domu, które w sumie stoją i kurzą się na regale. W taki oto sposób powinąłem Praktice L. Aparat fajny, lecz bez światłomierza co wymagało więcej gimnastyki. Innym problemem była lekka nieszczelność body, przez co niektóre fragmenty zdjęć były po prostu prześwietlone.

Poza Patrycją, w opowieści tej występuje jeszcze Mikołaj i Agnieszka. Wiem co czujesz. Opowieści, w których występują imiona osób, których nie znasz, nie oddają prawdziwego ładunku emocjonalnego, jaki w treści i relacji tej się kryje. Co najwyżej możesz skojarzyć imię i dostosować je do obrazka kogoś, kto w Twojej głowie mógłby wyglądać na takiego Mikołaja, czy taką Agnieszkę. Nieważne. 

Ważne jest to, że nie znam się z nimi jakoś super. Może nawet jesteśmy bardziej znajomymi niż kumplami, choć te podziały zawsze sprawiały lekką dezorientację w mojej głowie. Lecz ten brak trwałej więzi przyjacielskiej nie przeszkadzał żadnemu z nich, by na wieść o mojej rosnącej zajawce na strzały analogowe, wesprzeć to w sposób wspaniały, aczkolwiek zaskakujący dla mnie. Na początku była Agnieszka. Nie wiem jak to się stało dokładnie, że na temat fotografii przyszło nam rozmawiać. Ale tak się stało, po czym zaproponowała mi oddanie swojego Zenita, którego od dłuższego czasu nie używała. W taki oto sposób zostałem posiadaczem Zenita-E dnia następnego. Miał on jednak problemy z migawką i mimo szczerych chęci Agnieszki i naprawy, Zenit nie współpracował. Ważniejsze jednak dla mnie osobiście jest to, że ktoś tak po prostu, wiedząc że coś robisz postanowił pomóc się rozwijać. Tak bezinteresownie. Później dorzuciła jeszcze małego Fisheye.




Później był Mikołaj. Na początku dostałem od niego zestaw obiektywów i filtrów. Wiem, że możesz to czytać i zastanawiać się "po chuj ja to piszę". No nie wiem, nie kazałem Ci czytać. Wróćmy do tematu jednak. Wczoraj, mając świadomość, że sytuacje życiowe mogą spowodować, że ja i Mikołaj nie prędko możemy się zobaczyć, dostałem w prezencie kolejny sprzęt. Maksymalnie sprawna Praktica LTL ze światłomierzem i wymarzonym obiektywem 35mm 2.8 Carl Zeiss. No kurwaaaaa! Wyczuwam zwiększoną aktywność swą w tym temacie.

Musiałem to napisać. Tak bardzo musiałem jak żadne z nich nie musiało prezentować mi takich rzeczy. Nie chodzi o to, że nie musiałem czegoś kupować. Chodzi o to, że ktoś tak po prostu chce bym robił to co sprawia mi przyjemność i się w tym rozwijał. A fakt ten wart więcej jest niż tysiąc słów. Dziękuję.

.zulu kuki

0 komentarze:

Prześlij komentarz