Wszyscy jesteśmy streetwearami.

I nagle nadszedł czas kiedy każdy z nas jest streetwearem. Ty, ja, on i ona także.


Artykuł oryginalnie pojawił się na exxist.pl

Choć nie wiem czy to taka moda, kolejność rzeczy, czy po prostu próba odnalezienia się w tym wszystkim. Można by postawić na to pierwsze patrząc na to z jaką częstotliwością używane jest to określenie. Niemal tak często jak pojawiają się zdjęcia pod tagiem #polishgirl. I podobnie jak tam, możesz trafić na dziewczyny, które rzeczywiście są z Polski, dlatego posługują się tym oznaczaniem, publikując swoje śliczne zdjęcia. Lecz poza Polkami, znajdziesz tam zdjęcia dziewczyn, które z tego pięknego kraju nie pochodzą, tak samo jak zdjęcia kolesi (cały czas nurtuje mnie czemu) i innych bliżej nieokreślonych tematycznie przedmiotów. Można teoretycznie założyć, że ta „mniej właściwa” część albo chce być Polkami, albo co bardziej prawdopodobne liczą, że popularne hasło pozwoli im zostać zauważonymi. Otóż właśnie.

tumblr_nhw1cwxWqT1sknrzno1_500

Gdy wszystkie usta i inne nośniki treści zaczęły jednym głosem krzyczeć „streetwear”, komunikat ten zaczął docierać do innych. Co ciekawe hasło to da się zasłyczeć bardzo często, o czym powiedzieć nie można w przypadku jego definicji. Każdy definiuje (bądź nie) to po swojemu. To trochę jak z Hip Hopem. Niby 4 elementy, niby 5, a są tacy co wymienią 8. I tacy też, którzy leją ciepłym moczem na każdy z nich, mówiąc że to trzeba czuć, a nie rozumieć. Nie można odmówić twierdzenia prawdy każdemu z nich. Lecz niezależnie od tego jak kto sobie to tłumaczył, widząc osobnika na ulicy, po jego wyglądzie mogłeś stwierdzić czy jest hiphopwcem. To samo w przypadku punków, emo, rasta i każdej innej subkultury. Ubiór był ich sposobem komunikacji. Dziś także jest, ale dziś ta komunikacja jest trochę jak emoji. Rozmawiamy językiem internetu.

tumblr_ncyyx0yoQA1qds7nko1_500-2

Wybieramy ten bo jest łatwy, szybki i możemy wyrazić w nim wszystko, tak samo jak każdy komunikat odebrać. W taki oto sposób subkultury przestały być już czymś zamkniętym, bo o wszystkim, każdy chciał powiedzieć w internecie. I to zrobił, pozostawiając niedobitków próbujących wyprzeć fakt, że zatarła się ta granica między ich zajawkowym światem, a innymi światami, innych zajawkowiczków, którzy jeszcze kilka lat wstecz nawyzywaliby ich lub pobili gdyby się do nich któryś odezwał.

Dzisiaj możesz wszystko. Możesz być trochę Hip Hop, trochę gothem, a trochę punkiem. Jesteśmy bardziej reprezentantami osobowych kultur, w których miesza się wszystko, po co sięgamy. Taki jest też streetwear, o którym mówi się tak głośno. Mówi się o nim podczas światowych tygodni mody. W trakcie pokazów i poza nimi. Mówią o nim ludzie i firmy, które jeszcze przed chwilą kojarzone były tylko z jedną subkulturą. Mówi o tym każdy i mówią o tym wszyscy. Definiując tym samym siebie jako członka tejże elitarnej, ale otwartej grupy.

Bo na dobrą sprawę czym streetwear jest jeśli sami chcielibyśmy to zdefiniować? Idąc linią najmniejszego oporu to po prostu to co ludzie noszą, gdy widzimy ich na ulicach, każdego dnia. Więc może to być Stussy, może to być The North Face. Może być i Rick Owens albo Dior. Może być H&M, tak samo jak i człowiek ubrany w ciuchy ze źródeł nieznanych. Różnica jest tylko w kwestii tego jak Ty po swojemu definiujesz streetwear, co nim jest, a co nie.
.zulu kuki

0 komentarze:

Prześlij komentarz