Ultra Boost vs. NMD - czym różnią się dwa najmocniejsze projekty adidasa?

Oto jest pytanie! A ten artykuł jest odpowiedzią. Chyba.




Chwilę przed świętami Bożego Narodzenia, Kolekcjoner Butów opublikował artykuł, w którym to skonfrotował ze sobą dwa buty: adidas Ultra Boost oraz adidas NMD. Tak to Szczepan przedstawił:

http://kolekcjonerbutow.pl/news/adidas-ultra-boost-vs-adidas-nmd/


Nie raz rozmawialiśmy o naszych preferencjach i w sumie odpowiedziałbym mu od razu na ten artykuł, gdyby nie fakt, że pierwszą parę Ultra Boost nabyłem niedawno. Dorwałem wersję kolorystyczną  w damskiej wersji, z białym (a nie szarym jak w męskiej wersji) plastikowym elementem z tyłu buta. I tak wziąłem Ultra i NMD na warsztat, by sprawdzić czym różnią się oba buty i co sprawia, że jedni wybierają Ultra, inni NMD.

Zacznijmy od podstawowej różnicy jaką jest grupa docelowa, dla której dedykowany jest but. Ultra Boost został stworzony pod grupą produktów Performance. Opracowano go jako typowy but biegowy. Nie mniej jednak, podobnie jak w przypadku Nike Flyknit Racer, realni odbiorcy raczej nie kupują go, by w nim biegać, a po prostu chodzić na co dzień. W przypadku NMD jest to but z grupy Originals, czyli stwór miejski. Przejdźmy jednak do technicznych kwestii.





Ultra Boost jest butem cięższym. Jest bardziej obudowany i jego zadaniem jest mocno trzymać nogę. Co prawda primeknitowa cholewka NMD także nogę świetnie oplata, lecz nie jest to but w którym da się biegać. Nie spadnie z nogi, aczkolwiek życiówki na setkę raczej w nich nie zrobisz. Z NMD jest trochę tak, że łatwo zapomnieć że ma się coś na nodze. To tak jakby ktoś podeszwę przyczepił sobie do nogi. Po włożeniu Ultra Boost, jego konkstrukcja i klatka pod sznurowadła zaciskają buta na nodze. Czujesz go, aczkolwiek nie oznacza to, że powoduje to dyskomfort. 



Kolejną kwestią jest podszewka. Tylna część Ultra Boost jest stworzona z grubego meshu, od wewnątrz obszytego tkaniną. To powoduje, że nasza pięta mocno trzyma się w bucie. W NMD podszewki brak. Nie znaczy to, że noga lata (o ile dobierzemy odpowiedni rozmiar). NMD zakłada się i zdejmuje jak kapcie. 





Odwróćmy buty na chwilę. Pierwsze zdjęcie prezentuje podeszwę Ultra Boost. W odróżnieniu do płaskiej podeszwy NMD, w tej występują wypustki. But został stworzony do biegania, stąd to. 

Rozmiarowo wychodzi to różnie. Bardzo różnie. Przeważnie w Nike noszę rozmiar 9US. Asics Gel-Lyte III też noszę 9US. W Pumie i Reeboku mam podobnie. Z adidasem bywa różnie:

NMD Primeknit - 7.US
NMD (w jakości innej niż Primeknit) - 8US
Ultra Boost - 8US (w tym wypadku 40)


Jest miks ze wględu na jakości, ale warto sobie to sprawdzić. Buty te (jak większość) dobrze mieć dopasowane. Ale jeśli dobrze dobierzesz zrozumiesz fascynację zarówno Ultra Boost jak i NMD. I tu przychodzi czas na ocenę własną. NMD bardziej trafia w moje preferencje jeśli chodzi o chodzenie właśnie. Na co dzień, w betonowym lesie, jego lekkość powoduje, że przerzucenie się na inne buty często powoduje lekkin dyskomfort. Jeśli miałbym wybierać wśród tych dwóch buta do akcji specjalnych (wspinaczki miejskie, dachy i inne mniej bezpieczne miejsca), postawiłbym na Ultra Boost. W nich czuję się pewniej ze względu na to jak mocno trzymają nogę. W klasyfikacji własnej ustawiłbym buty w następującej kolejności:

1. NMD Primeknit
2. Ultra Boost
3. NMD (w jakości innej niż Primeknit)


Tak czy inaczej Boost niszczy mózg, nie niszcząc nóg. Fenomen zarówno UB i NMD jest sprawą oczywistą i wytłumaczalną.

.zulu kuki



0 komentarze:

Prześlij komentarz