Świat mody zakochał się w koszulkach firmy kurierskiej DHL za ponad tysiąc złotych.

Zamów sobie taką i czekaj aż kurier UPS przywiezie Ci ją na chatę.




Interpretacje, inspiracje i podpierdolki – ciężko zdefiniować gdzie są granice. Przeglądając wiele przypadków, pewnie ostateczną definicją byłoby „granice są tam, gdzie sam sobie je ustawisz”. I tak trochę jest. Ale tylko trochę. Bardziej to działa na zasadzie szacunku do danego obiektu. Jeśli go szanujesz jakoś, bądź ogólnie cieszy się uznaniem to raczej interpretuje niż kradnie. Jeśli to sieciówka to przeświadczenie jest że żywcem wpierdala. A jeśli tak np. okaże się, że jakiś wielki dom mody ukradł jakiś projekt (jak to robiły np. Chanel, Moschino), to traktowane jest to jako wypadek, pomyłka i nikt nie ma problemu, by im to „wybaczyć”. Sieciówa nawet jak zrobi coś innego to wszyscy znajdą podobieństwo do czegoś już istniejącego i nawet jeśli nic nie ukradła to i tak ukradła. Prosta zasada.


Jazda i przerabianie znanych logotypów jest tak popularne w streetwearowym świecie, że w sumie mogłoby być to jedną z jego zasad. Stussy jako jedna z pierwszych marek streetwearowych wykonywała ten "trick" interpretacji symboli bogactwa, niemal od samego początku. I tam mamy znak podwójnego S w Stussy niczym podwójne C w Chanel. Lub posługiwanie się hasłem No. 4. To tylko przykłady. Tak to działa. Ale zawiesiłem się gdy pośród projektów prężnie rozwijającej się marki Vetements, największym zainteresowaniem cieszyła się żółta koszulka z czerwonym logotypem DHL.




Już olać kwestie interpretacji, inspiracji czy podjebki. Tu jest 100% autentyczne logo firmy przewozowej. Jeden do jeden. Fanaberia fanaberią, ale ten t-shirt kosztuje w sklepie 275 funtów. W przeliczeniu ponad tysiąc złotych. Jak się domyślasz i niedowierzasz zarazem, produkt ten w wielu miejscach widnieje jako wyprzedany. Zajawkę kumam, ceny nie. No ale jeśli brand robi wybiegi to cenić się musi. Pewnie dla wielu sam pomysł jest gówno warty i słaby także. Ja na to trochę patrzę inaczej.






Mam w swoim życiu pewien epizod, w którym nigdy nie chciałem być kurierem. Trwa on mniej więcej od urodzenia do teraz. Lecz gdzieś w międzyczasie, w trakcie uczęszczania do szkoły średniej, wraz z moimi kolegami określaliśmy siebie jako UPS Team. Nie wiązało się to z żadną super mocą, czy też aktywnością. Jedyne co nas wizualnie łączyło w ten magiczny team to dress code, którego nieodłącznym elementem był jakiś ciuch bądź czapka sygnowana logotypem firmy przewozowej UPS. Był to rok 2010. Takich rzeczy kupić sobie nie można było (i raczej nadal nie można), więc trzeba było pozyskać w sprytniejszy sposób.



I tak później oddany "ekipie" jeżdżąc na contesty taneczne zakładałem za dużą brązową koszulę bądź brązową truckerke reprezentując godnie.


 Olsztyn, 2010


Zajawka była w tym wielka. Szkoła się skończyła i każdy rozjechał się w swoją stronę. Lecz nawet po przeprowadzce do Gdańska zdarzało mi się w tym wystąpić. Gdy zobaczyłem zdjęcie Goshy Rubchinskiego w koszulce DHL, przypomniała mi się cała ta akcja i zajebiście dobrze to wspominam. Aż odkopałem kurtkę UPS sobie. Te momenty są bezcenne. Ale koszulka firmy kurierskiej za 1000 zeta? Bitch please.

.zulu kuki





0 komentarze:

Prześlij komentarz