WE ARE SOCIAL ANIMALZ - czyli projekt, który ciężko mi zdefiniować.

Kiedyś stworzyłem taki projekt i opowiem o nim, bo w sumie nigdy nie powiedziałem za wiele.


Kiedyś to nawet zajęcia prowadziłem. Głównie clown walk (c-walk), ale to męczyło mnie bardzo psychicznie. W międzyczasie, poszukując siebie w ruchu tanecznym i wiedzy w psychologii, zacząłem wprowadzać innego rodzaju zajęcia. Takie, na których nie uczysz się konkretnych kroków, nie uczysz się choreografii, a to czym zajmujesz się w trakcie czasu zajęć to wykonywanie pewnego rodzaju zadań ruchowych. Głównym ich celem było tworzenie, nie odtwarzanie. Chodziło o to, by na podstawie własnej kreatywności i interakcji z innymi uczestnikami zajęć, szukać mniej konwencjonalnych rozwiązań. Krócej mówiąc, chodziło o proces. Najpiękniejszy element twórczości. 

W ramach zajęć tych powstał projekt. Jako prowadzący zajęcia, liczyłem się ze zdaniem grupy. Dlatego tym razem to nie było zadanie, a propozycja i tylko akceptacja grupy stanowiła o realizacji projektu. Chodziło o połączenie różnych pasji i przedstawienie pewnej wizji, która mocno oddziałuje na moje życie, w jeden projekt, zarejestrowany w formie wideo. Tak więc napisałem wiersz.

żyjemy w dżungli w której ktoś chaos zabił
walczymy o porządek w którym sami się udostępniamy
bo my to zoo... zoo z wyboru
przez kalkę naniesione pozostałości natury kolorów
ład bez harmonii i dzikiej chciwości szpony
wbijają się w relacje zostawiając wspomnienia po nich
które i tak bolą...
kontrolowany świat nasz po za naszą kontrolą

ślepo tworzymy swoje prawdy mijając się z prawdą
spłoszeni, nadwrażliwi, jakby była fobią tanato,
miasto pół nocy nie śpi
prawda ta natomiast o północy nie śpi
wilków wycie do samic piersi zastępuje księżyc
weź nie wierz mi
po czterech ruchach złóż dłonie i głowę w pokłonie
zdanie, zachowanie i wiarę możesz zmienić po zgonie
...ale własnym
relatywizm poznawczy
relatywizm poznawczy
eh... 
relatywizm poznawczy
zamknięty w klatce na zawsze, karmiony brakiem akceptacji

możesz walczyć tu jak lew o swoje
lecz z tym ostatnim zazwyczaj w ujednoliceniu pojęć
zapuszczamy się w konformizm stawiając na komfort niż
pozwalanie o szczęściu myślom na swobodny ryk
takie społeczne nawyki....
ważniejsze niż co mówisz jest kto mówisz
dające możliwość stopniowo o 180 świata fragment obrócić
ale tylko nielicznym....
reszta się ściga kto ma lepszy styl, więcej flow i oryginalność
ja z tego nie mam nic, tylko własną drogę...
nie idź za mną
marzeń treść jest tu karmą
to wraca...

Następnie wydrukowałem go na trzech kartkach i dzieląc uczestników zajęć na trzy grupy robocze, podarowałem każdej wiersz, by w małych „ekipach” poddali go interpretacji. Na koniec zajęć spotkaliśmy się w jednej grupie, by porozmawiać sobie o tym. Najważniejsze dla mnie było niczego nikomu nie narzucać. Nie tłumaczyłem wiersza. Chciałem by to co „ich” zostało ich. 

Na kolejnych zajęciach podzieliłem wersy na osoby. Zadaniem była interpretacja taneczna. Każdy mógł zaangażować innych uczestników grupy jeśli tego potrzebował. W międzyczasie ja w studiu nagraniowym, przy pomocy Pióra z Miejskiego Dystryktu, zarejestrowałem wiersz w  formie audio. Nagranie trafiło do Avensa, producenta który podjął się stworzenia muzyki. 

Ostatni etap to dzień zdjęciowy. Tańczone wersy rozpisałem sobie na sceny i kadry, a następnie wraz z grupą i Cembrą z Mad Motion stworzyliśmy wideo. Tak wygląda efekt końcowy:



Co jakiś czas odpalam sobie ten materiał. Pewnie dziś zrealizowałbym sam obraz inaczej. Ale nie o to chodzi. Efekt końcowy to tylko efekt końcowy. Dla mnie pewnego rodzaju pamiątka emocjonalna znacznie większego przedsięwzięcia jakim była praca nad realizacją projektu samego w sobie. Przypominam sobie wszystkich tych ludzi, z którymi obecnie na sali się nie spotykam. Przypominam sobie twarze pełne zadumy, gdy odkładając kartkę z wierszem, próbowali przenieść swoją interpretację  na swoje ciało i ruch. To było coś niesamowitego. 

.zulu kuki

0 komentarze:

Prześlij komentarz