One day with: Gabriella

Nie jestem fotografem, ale dobrze czuję się za aparatem. Czasami.



Hmm... wcześniej też Wam udostępniałem trochę zdjęć własnych, ale częściej to jakiś wyjzd, jakaś relacja, recenzja, pojedyncze strzały lub zbiór efektów wywołanych z Praktici. Fotografią się nie zajmuję, ale zdjęcia robić lubię. Od kiedy złapałem w dłonie me aparat analogowy, potrzeba wewnętrzna robienia zdjęć zwiększyła się jeszcze bardziej. Jakoś tak wyszło. Może to efekt tego, że przez kontuzję kolana nie mogę trenować, a energię lokować gdzieś muszę? Nie wiem. Wiem za to, że w miarę możliwości poza vs. analog, wprowadzę tutaj nowy cykl. Taki, w którym umawiam się z jakąś znajomą mi osobą, spotykamy się, robimy zdjęcia, pijemy kawę i jemy coś dobrego. Całkowicie bez spiny. Później sprawdzamy efekty i co nam się spodoba publikujemy tu. A jak nam się nie podoba nic, to nie publikujemy wcale i też jest spoko. Pierwszą sesję zrealizowałem z moją znajomą, Gabriellą. Jako obywatelka Szwecji, po Polsku nie mówi, ale zdecydowała się na studia w Gdańsku. Bardzo pozytywna z niej postać. Doświadczenia z fotografią zbytnio nie ma, ale chyba o to właśnie mi chodziło. 

Cześć zdjęć wykonana jest Prakticą L z filmem kolorowym ISO 200, Część Canonem 60D. Lecz bardziej istotny jest dla mnie efekt uzyskany z pierwszego wymienionego sprzętu. Jeśli chodzi o korektę tych pierwszych nawet nie szturcham. Z cyfry lekko poprawiam kolory.

Jeżeli przypadkowo jest tak, że się znamy, a Ty to czytasz i też chciałbyś/chciałabyś coś podziałać, to się odezwij. Zasada jest prosta: zrzucamy się na film do Praktici, albo ja go kupuję, a Ty ogarniasz jedzenie (HE HE).

.zulu kuki




















0 komentarze:

Prześlij komentarz