Czy to źle, że adidas wypuszcza więcej wariantów NMD niż się da?


Zapewne trochę tak, ale bardziej nie.




Nie da się ukryć, adidas leci po bandzie. Ledwo co pod koniec 2015 roku przedstawili światu swoje nowe dzieło, okraszone nazwą NMD, by od początku 2016 zalewać świat mnogością możliwych do wyboru wariantów. Licząc to co widnieje na stronie adidas.pl + wydanie dla Foot Lockera, pierwsze Consoriutm, Family and Friends, NiceKicks oraz oczywiście OG, mamy 36 modeli (wybacz jeśli coś pominąłem). 36 typie. Nie 3, nie 6. 36. A pisząc to żegnam końcówkę marca. Nie mówiąc już o tym, że 9 kwietnia wleci Camo pack, a w nim kolejne 4 propozycje.




Dużo tego. I wiesz, wiele osób powie, że but traci na unikalności. Ale czy o unikalności buta nie powinien świadczyć design i to czy rzeczywiście go chcesz mieć lub nie? Wydanie OG zniknęło zanim się pojawiło. Adidas zapowiedział, że wydaje coś zajebistego i ludzie zaufali w ciemno, polując na to w dniu wydania. Jedni nie skończyli opłakiwać tego, że nie udało im się dokonać zakupu, inni nie zdążyli nacieszyć się zdobyczą, gdy niemiecki brand zapowiedział kolejną odsłonę.


Koneserzy częściowo dobrego stylu i prawie unikalności zaczną marudzić pewnie. Nie ma co się im dziwić. Im większa dostępność tym mniej można na bucie zarobić w resellu, a niektórzy maniakalnie określają cenę w odsprzedaży jako wyznacznik zajebistości buta. No i nie ukrywajmy, wielu z tych koneserów chciałoby dobrze zarobić. Zdecydowanie bardziej niż buta tego mieć. No ale odpowiedzmy sobie szczerze, czy adidas aby na pewno chce wspierać resellerów, czy woli zarabiać? Tym bardziej, że na kupowanie butów po to by je sprzedać zrobiła się moda. Dziwnie to brzmi ale tak jest.




Zastanawiałem się czy ludzie się zmęczą, gdy adidas jednego dnia wypuści 16 modeli. Ani trochę. Jedne modele zeszły w sekundy, inne po kilku godzinach, lecz ostatecznie zostało wyczyszczone wszystko. Nie pamiętam kiedy ostatnio był tak nakręcony hype. Tak by zniknęło 16 modeli, nie jeden. I zaraz będzie tak, że co druga osoba na ulicy będzie mieć NMD, no ale dla producenta lepsza co druga osoba na ulicy, niż co druga oferta na klekt.in. I dla co drugiej osoby na ulicy też lepiej, że może kupić w pierwszej cenie i cieszyś się tym, czym cieszyć przed chwilą mogli się jedynie nieliczni. Wiadomo, fajnie jest być "nielicznym", ale z drugiej strony trochę chujowo jak to nie Tobie się to udaje, a komuś tam.




Jarałem się butem, jak byłem jedną z kilku pierwszych osób, które miały go w Polsce. Mimo coraz większej dostępności jaram się nim nadal, bo odpowiada na moje potrzeby zarówno jeśli chodzi o komfort chodzenia, jak i sam design. I widząc tempo premier domyślam się, że but w tym roku doczeka się jezcze wielu odsłon. Choćby NMD by Pharrell Williams, których zajawki gdzieś tam wyciekły. Trochę rozumiem politykę adidasa. Żyjemy w czasach, kiedy wszystko szybko się pojawia i szybko znika pod naciskiem innych informacji. Lepiej dać ludziom to czego chcą w momencie, gdy  tego chcą. Oczywiście w odpowiednim dawkowaniu. I tak pierwszy but i kolejne dwie odsłony można było zakupić w Polsce jedynie w WSS. Kolejne natomiast już w większej ilości sklepów. Więcej opcji, więcej sklepów i tak do momentu, gdy każdy będzie mógł cieszyś się swoimi własnymi NMD. Chyba.




Zastanawiam się co dalej. Nawet jeśli do końca roku zrzygamy się tęczą kolorów i wariacji, w których można będzie NMD spotkać, chętnie będę przygarniał kolejne pary (i o nich pisał). No chyba, że ktoś wymyśli coś co siądzie mi jeszcze bardziej niż nomad. Aczkolwiek to nie będzie łatwe.

.zulu kuki



0 komentarze:

Prześlij komentarz