Masz prawo słuchać własnego serca.

Odpuśćmy sobie gadki motywacyjne. Chodzi o prawo, muzykę, serce i własne zdanie.


Chętnie opisałbym Ci całą historię mojej znajomości z pewnym człowiekiem, która rozpoczęła się jeszcze w przedszkolu. Ale końcówka to najistotniejsza kwestia. Po wielu latach różnych epizodów, po mojej przeprowadzce do Gdańska zamieszkaliśmy razem. Był to czas, w którym on dłużej nie wytrzymywał udając, że prawo, które studiował, to to co chce robić w swoim życiu. Gdy rzucił ten kierunek, by zająć się muzyką, był dla mnie prawdziwym bohaterem. Chociaż nigdy mu tego nie powiedziałem osobiście. To był ten czas, kiedy obserwowało się rówieśników stawiających swoje życiowe wybory. Wiesz wybór studiów i przyszłej docelowej pracy. Większość z nich stawiała na to co bezpieczne. Na to co mogłoby co miesiąc w bezproblemowy sposób przynieść wypłatę, za którą spłaci się ratę kredytu, kupi jedzenie i piwo. Przyjemność z wykonywanych czynności staje często na drugim miejscu. Ja jakoś nigdy chyba nie wyszedłem z mojego świata fantazji i życia według wyidealizowanego planu. I chyba dobrze mi to zrobiło. No i On. Niemalże jak scenariusz filmu fabularnego o spełnianiu własnych marzeń. Rzucił kierunek, w którym jako inteligenty gość sprawdziłby się idealnie, zarabiając pięniędzy worki. Wybrał to co było dla niego ważniejsze. To jest odwagą.

Później ja się wyprowadziłem i kontakt się rozluźnił mówiąc łagodnie, a o jego losach dowiadywałem się z facebookowych tablic informacyjnych. Jakiś czas temu zapodał link do SoundClouda, a ja rozpłynąłem się w tych dźwiękach. Teraz Ty masz taką możliwość. Jeśli chcesz oczywiście. Ja sobię życzę kupić kiedyś bilet na jego koncert, stojąc w okropnie długiej kolejce przed lokalem, czekając na wejście.

Zdjęcie u góry też on zrobił, prawie 5 lat temu. Ten leżący to ja.

.zulu kuki


0 komentarze:

Prześlij komentarz