Gdy technologia dopadnie klasykę. I mnie. - Nike Air Force 1 Flyknit

Zulu Kuki był lekko w szoku.



Sylwetki buta Nike Air Force 1 chyba nikomu przedstawiać nie trzeba. Ci którzy go posiadali choćby raz wiedzą doskonale co to za but. Ci którzy nigdy ich nie nabyli też wiedzą. Nie oszukujmy się, w sneakersowej grze jest to klasyk nad klasykami. Od 1982 roku przemierza kilometry na nogach ludzi na całym świecie. 

Gdy byłem młodszy, a moja  zajawka taneczna prężnie się rozwijała, obok Superstarów i Suede to właśnie AF1 był najczęstrzym wyborem. Z 3 pary w swoim życiu miałem. Czarne nadal mam. Z czasem jednak moje upodobania do ciężkich butów korzykarskich odeszły gdzieś na bok, ustępując miejsca lekkim biegówkom. Swoich czarnych AF1 już nie noszę tak często. I chyba Nike wyczuło, że coś nie gra i postanowiło zostawić pod moimi drzwiami ogromną paczkę, a w niej mistycznie zapakowane Air Force 1 w wersji współczesnej.


Kto Flyknit Racery posiada ten wie, jak ultralekki but to jest. Wykorzystanie tego materiału w Air Force 1 sprawiło, że but otrzymał nowe życie. Dużo lżejsze i przyjaźniejsze otoczeniu. 



Czerwono-czarny Flyknit w połączeniu z czarnymi skórzanymi elementami nadaje butom bardzo agresywnego charakteru. I mimo, że bryła buta się nie zmieniła, to rozwiązanie sprawia że wygląda on zdecydowanie "sprytniej". Potraktowanie niewątpliwie największego klasyka w dorobku Nike, nowymi technologiami jest idealnym rozwiązaniem. Tak to powinno funkcjonować.

No i ta oprawa. Bardzo miłe zaskoczenie pojawiło się na mojej twarzy, gdy okazało się, że karton kryje wielkie designerskie pudło z pleksy, a w nim takie cudo i list. Dzięki Nike! Niebawem zaprezentuję Wam, jak but ten prezentuje się na nogach.

.zulu kuki


0 komentarze:

Prześlij komentarz