Fashion Week, o którym nie chcę Wam opowiedzieć.

Pierwszą wersję tekstu skasowałem.


Była całkiem treściwa. Posiadała pełny opis tego co zobaczyłem na stoiskach najciekawszych marek streetwearowych z całego świata. Sezon AW16 na podstawie tych obserwacji i rozmów, do przełomowych należeć nie będzie. Będzie ciekawie, ale bez rewolucji. 


Dlaczego usunąłem tekst? A bo chyba wcześniej podchodziłem do tematu zbyt poważnie. Teraz zluzowałem. Skupiłem się na obserwacji, rozmowach i chłonięciu klimatu Berlina, którego brakuje mi w Polsce. Wiesz, to trochę tak jakby Twoi znajomi robili dla Ciebie niespodziankę, a ja bym Ci opowiedział, co to będzie. No chuj, nie niespodzianka. Jeśli na targach pojawiły się brandy, które darzysz sympatią, to poczekasz. Zobaczysz lookbook, który potwierdzi Twoją sympatię do marki i zdecydujesz się na zakup. Jeśli teraz opowiedziałbym Ci o kilku ostrych strzałach, to jest szansa, że do momentu wyjścia projektu Twoja zajawa nim minie, bo pierwsze szczere emocje wygasną kilka miesięcy wcześniej. Nie o to chodzi. 


Jest za to coś innego o czym mogę Ci powiedzieć. Mówiłem to (któryś raz z kolei) Michałowi502, gdy spotkaliśmy się na targach. Ludzie interesujący się modą w Berlinie mają taki swój specyficzny klimat i stylówę. Chcą Ci zakomunikować, że się nią nie interesują. To trochę taka ściema, specyficzny język. Mogę śmiało napisać, że Berlin to miasto drogich, brudnych kicksów. Mimo ogromnej świadomości marek, ludzie tam noszą to jakby dawno było znoszone. Gdy mówiłem o tym mojej znajomej, która od kilku miesięcy mieszka w Berlinie, w odpowiedzi świetnie to podsumowała:

„Berlin to miasto gdzie ludzie, starają się ubrać tak, by wyglądać jakby się nie starali.”

Trochę pomieszane, ale coś w tym jest. Buty są zakurzone i zabłocone, spodnie znoszone, a mocne marki jak Wood Wood, Acne, adidas czy Carhartt, noszone jest z ubraniami z vintage shopów. Zero spiny, maksimum stylu. 


Bardzo fajną akcją było to, gdy wraz z Ylon odwiedziliśmy sklep runningowy Nike w Mitte. Sprzedawca spojrzał na nasze buty i po chwili zaczął rozmawę na temat targów i resellerów. A gdy powiedzieliśmy mu, że jesteśmy z Polski, ten niemal podskoczył z ekscytacji mówiąc, że Polska ma bardzo mocną społeczność kolekcjonerów butów i zapytał czy kojarzymy polskie sklepy Worldbox i Run Colors. Wporzo. Jak cały Berlin.


A propo Kolekcjonera to także udało nam się zobaczyć. Co prawda w tempie TGV, ale zawsze to chociaż zbicie piątki. Spotkałem też tańcorów, którzy w jakiś sposób także są zaangażowani w "branże". Pozdro Kleju! Pozdro Kari! Pojawił się też Bartas wspierając marki, o które dba w Polsce. Na targach wystawiało się też kilka polskich marek. Wśród nich Backyard Cartel i Turbokolor. Po przeglądnięciu nadchodzących kolekcji jestem niesamowicie dumny, że takie projekty rodzą się w głowach ludzi z Polski. Nie pierwszy raz to piszę, ale naprawdę kibicuję obu brandom i trzymam kciuki za ogromny sukces międzynarodowy. 


I znów się rozpisałem, a miało być w dwóch zdaniach. Fuck. Koniec. Czekam na wakacyjne targi. Wtedy robienie kilometrów przez Berlin będzie znacznie przyjemniejsze.

Trochę zdjęć by ja. Tak o.

.zulu kuki









0 komentarze:

Prześlij komentarz