Backstage polskiego streetwearu: Paris+Hendzel Handcrafted Goods

Tak, to jest polska marka. Dziś u mnie na przesłuchaniu.


Gdy Paris+Handzel Handcrafted Goods wypuścili w świat lookbook pod kolekcję "WONDERLAND" uznałem, że to najwyższy czas byśmy sobie porozmawiali. Nietypowa marka, produkująca ręcznie nakrycia głowy, która jakościowo trzyma najwyższy poziom międzynarodowy. Zarówno jeśli chodzi o produkt jak i wizerunek. Gdy pierwszy raz zetknąłem się z nimi w sieci, sam nie zakładałem, że jest to "polska rzecz". A tu proszę. Poznaj więc bliżej ludzi i podejście, które kryje się za tą jakże długą i mistyczną nazwą marki.

ZK: Jesteście świeżo po wypuszczeniu nowej kolekcji. Jak została ona odebrana?

PHHG: Sądząc po reakcji rynku, to całkiem dobrze. Myślę, że wchodzimy na kolejny wyższy poziom. Wciąż doskonalimy się pod względem technologii pracy nad produktem i jego oprawy marketingowej. A będzie coraz lepiej.

ZK: A wróćmy do pierwszych produktów. Co zmieniło się od pierwszej kolekcji z 2014 roku, do teraz?

PHHG: Głównie proces produkcyjny. Projektujemy i szyjemy inaczej. Postawiliśmy na jeszcze lepsze gatunkowo materiały. Prototypowanie też trochę się zmieniło. Z każdym sezonem mamy też o dziwo coraz więcej czasu. Nie pracujemy w już w pędzie i nie próbujemy nadążać za jakąś rozwijającą się ideą, tylko stopniowo wcielamy ją w życie, prostą metodą prób i błędów, by na koniec finalnie stworzyć produkt doskonały.
Do naszych wyrobów wprowadziliśmy też kilka udoskonaleń, które mają pozytywnie wpłynąć na ich użytkowanie, np. podszewki czy chowane paski.

ZK: Skąd w ogóle pomysł, by stworzyć własną markę?

PHHG: To gdzieś przewijało się od zawsze. Od czasów domówek i siedzenia z kumplami. Wtedy nie powstało nic, co zakorzeniłoby się na dłużej. Gdy nadażyła się taka możliwość, po prostu to zrobiłem. Był pomysł, możliwości i podjęta decyzja.


ZK: Dlaczego nakrycia głowy?

PHHG: Chcieliśmy zacząć od dodatków, nie powielając schematów. Nie startować od t-shirów i bluz.  Chcieliśmy stworzyć produkt, który nie jest oczywisty. Zapełńić niszę, niszę  produktów wykonywanych ręcznie i będących jednocześnie wyrobami najwyższej jakości.
Nakrycia głowy to zaledwie preludium do tego, co w przyszłości chcielibyśy stworzyć. Czas pokaże, co będzie dalej.

ZK: Na Waszej stronie można wyczytać, że ilość produktów jest mocno limitowana. Dlaczego tak?

PHHG: Składa się na to kilka czynników. Przede wszystkim sposów produkcji. Każda czapka robiona jest ręcznię z dbałaścią o detale. Postanowiliśmy produkować mniej z nastawieniem na zadowolenie świadomego swych potrzeb konsumenta, gotowego zapłacić więcej. Chodzi głównie o to, żeby nie tworzyć zastępów takich samych produktów. Nie chcemy powtarzalności. Zobacz, przychodzisz na imprezę, wystawę czy gdziekolwiek indziej w super nowej rzeczy, którą właśnie sobie kupiłeś, a okazuje się że 2 inne osoby mają to samo na sobie. Paramy się rzemiosłem. Nie jesteśmy fabryką.
Kochamy nasze produkty i chceilibyśmym, żeby były niepowtarzalne, dlatego każde nakrycie głowy ma swoją nazwę, numer w serii oraz jest sygowane imieniem właściciela do którego wędruje.

ZK: Zapytam wprost: co odróżnia Was na tle innych marek?

PHHG: Sporo. Nie ma chyba w Polsce podobnej marki zarówno pod względem samych produktów czy kierunku, w którym zmierza. Ciekawa jest też nasza historia i nazwa. Nie dorabialiśmy do nich żadnej dziwnej filozofii. Nie powielaliśmy jakiegoś stylu ze Stanów czy Japonii. Wszystko jest po prostu takie jakie jest. Jest prawdziwe. Jak życie. Jak to, co kochamy i gdzie jesteśmy. Nie ma w tym trendu streetwearu, nie ma też wielkiej mody. To jesteśmy my i to jak funkcjonujemy w rzeczywistości. Tworzymy to, co sami chcielibyśmy na siebie założyć.



ZK: WONDERLAND to najnowsza kolekcja, która została zaprezentowana w formie świetnego lookbooka. Gratulacje! A zarazem pytanie. Dlaczego padło na duet Agnieszka Kulesza i Łukasz Pik?

PHHG: Po prostu robią bardzo dobre zdjęcia, wpisujące się w naszą stylistykę. To była owocna i miła współpraca. Poza tym to fantastyczni ludzie.

ZK: Stosunkowo niedawno moja dziewczyna pracowała z nimi przy magazynie „Usta” i bardzo chwaliła sobie pracę. Jakie są Wasze odczucia? Czy fotografowie oddali w pełni Waszą wizję?

PHHG: Jak najbardziej. My daliśmy koncept, oni dołożyli do tego swoje doświadczenie i profesjonalizm. Jesteśmy zadowoleni ze współpracy. Tak mniej więcej to sobie wyobrażaliśmy. Wiedzieliśmy czego się spodziewać. Zresztą całą ekipa była świetna.

ZK: Działanie według Waszej instrukcji, czy bardziej pełne zaufanie profesjonalistom?

PHHG: Jeśli chodzi o pracę, to zazwyczaj wiemy czego potrzebujemy czy oczekujemy. Już przed realizacją, byliśmy pewni, że będzie dobrze. Ludzie wykonują swoje profesje, sprawdzają się, więc należy im ufać. Wszystkie elementy “układanki”: Agnieszka, Łukasz, pozostali członkowie ekipy i my zadziałały perfekcyjnie.

ZK: Patrząc na Waszą stronę, lookbook i sposób komunikacji, widać że bardzo dbacie o wysoki, międzynarodowy poziom. Wśród Waszych klientów są także ludzie z innych krajów?

PHHG: Bardzo nam na tym zależy. Staramy się docierać wszędzie. Australia, RPA, USA. Chcemy, żeby było globalnie. Świat pełen jest fajnych ludzi. Chcemy żeby nosili nasze produkty.



ZK: Kolekcja SS16 już przygotowana, czy prace trwają?

PHHG: Jest koncepcja, powstaje plan. Mamy sporo pomysłów, ale finalne prace jeszcze przed nami. Zapewne będzie ciekawie. Myślimy nad kolejnymi produktami, nowymi stylami, lokacjami naszych sesji oraz sposobami fotografowania.

ZK: Poza pracą nad własną marką jest czas na coś innego? Jakieś zainteresowania?

PHHG: Poza pracą nad marką jest praca.heh. Jest studio brandingowe działąjące pod nazwą Paris+Hendzel Studio, z którego, tak naprawdę, wywodzi się Pars+Hendzel Handcrafted Goods, prowadzone przeze mnie od jakiegoś czasu. To jest w zasadzie moje główne zajęcie. Do tego zupełnie normalne rzeczy. Trochę sportu, muzyki i innych codziennych spraw. Są też podróże. Myślę, że prawie każdy coś lubi i robi. Mam komfort realizacji rzeczy, które lubię i na których mi zależy.

ZK: Jaka muzyka najczęściej Wam towarzyszy w życiu?

PHHG: Dziś w kółko “leciał” instrumental Brand Name. heh Pasuje do rozmowy. A tak to wszystko, co w danej chwili nam się podoba, jak to z muzyką i gustem. Dużo rapu. Trochę rocka. Trochę list ze Spotify. Różne rzeczy, ale w zasadzie muzyka towarzyszy nam przez cały czas.


Paris+Hendzel Handcrafted Goods w sieci:
parishendzel.com



.zulu kuki

0 komentarze:

Prześlij komentarz