Modne, dzikie i niebezpieczne zwierzęta, koczują w sieciówkach.



Pojebało modnie wszystkich.


I jak o zakupach można pomarzyć, tak będąc bardziej przyziemnym, można zastanowić się i odpowiedzieć na pytanie „co tu się w ogóle odjebało?”
5 listopada H&M i Balmain dali ludziom posmakować bogactwa „w przystępnej cenie”. Kolaboracja między szwedzką sieciówką, a paryskim domem mody to duże wydarzenie, którym cały świat żył intensywnie wyczekując każdej informacji. Odpowiednio nakręcone marketingowo, obudziło w ludziach żądzę bycia modnym i… bardziej przedsiębiorczym. I jak o designie ubrań nie mam zamiaru pisać, tak strzelę kilka zdań na temat tego, jak świat wyglądał 5 listopada.


Balmain to wielka nazwa, a noszenie ubrać nią ometkowanych to istny symbol luksusu, bogactwa, prestiżu i takie tam. Żeby zakupić koszulkę z nadrukiem, trzeba wyłożyć soczyste 600 zł. Spoko? I teraz wyobraź sobie, że taki Balmain wchodzi do sieciówki, gdzie spontanicznie wymiętolone koszulki leżą na stole i możesz je zakupić za jakieś trzy dychy. Logo H&M nadrukowane nie jest, bo w sumie czym się chwalić. Ciuch ten z pewnością symbolem luksusu nie jest. Bogactwa też nie. W sumie za jedną koszulkę Balmain możesz kupić sobie 20 koszulek z H&M. Spoko? A teraz wyobraź sobie, że ktoś miał gest i możesz koszulkę Balmain kupić w sieciówce. Może nie jest to 30 zł, ale też nie 600. I jak za koszulkę z napisem „Baleron”, nie dopłaciłbyś stówki do koszulki, tak „Balmain” jest warte te 130 zł. Taka fuzja i wydobycie najważniejszych walorów obu marek. Nadruku z pliku graficznego od Balmain i jakości oferowanej przez H&M.
Czekaj kurwa… jak to?


Tak to. Więc teraz sobie wyobraź jak bardzo musi się to opłacać jeśli dopłacasz stówkę, do koszulki, na której marka i tak już zarabia spoko przy 30 zł. No ale to Balmain, prawie. Więc jeśli nie udało Ci się kupić tej koszulki za 130 zł, bo ktoś Cię zgniótł, pociągnął z łokcia i wyprzedził, to 260 czy 400 zł nadal nie jest 6 bańkami. Ani Balmainem.

A to tylko przykład najprostszego produktu. Podobnie, tylko razy x, działa to z innymi produktami jak spodnie, kurtki, płaszcze, itp.

A teraz odwróć role i pomyśl, że ktoś nie miał możliwości zakupić tego przez internet bo strona marki przeciążyła się jeszcze przed wpuszczeniem kolekcji i mimo, że siedział przed kompem to stał w kolekcje, by w ogóle móc wejść na stronę. Gdy już się udało, bo odświeżał jakby grał w gry sprawnościowe, okazywało się, że większość rzeczy jest już wyprzedana. A TAK BARDZO CHCIAŁ MIEĆ BALMAIN. Mądre i przedsiębiorcze Mirki na całym świecie przeczuwały, że tak może być i wybrali się na zakupy, by móc to sprzedać. Tak z 2-3 razy drożej. Patrząc na filmiki z całego świata, można się domyślić, że te osoby to nie jakiś znikomy odsetek wszystkich klientów, którym „się udało”. To czysty biznes.
Współpraca między obiema markami nie przejdzie do historii ze względu na niepowtarzalny design. Większość osób ma to gdzieś. 5 listopada przejdzie za to do historii, jako dzień, w którym ludzie pozbyli się ludzkości na chwilę, zamieniając w zwierzęta, zdolne do wszystkiego. 


A H&M w tym przypadku jest niczym zoofil. Mam nadzieję, że dupa Cię nie boli, cielaku. Jeśli zakupiłeś coś ze względu na modę, to trochę to rozumiem. Jeśli zakupiłeś, bo tam w środku głos wewnętrzny nazywa Cię Mirek i zrobiłeś to dla zarobku, to zgiń. Pogrzeb wyprawisz sobie na bogato, jak wystawisz to co upolowałeś.
Poniżej kilka materiałów z tego co działo się na całym świecie. Wśród nich sklep w Seulu, pod którym ludzie koczowali 6 dni, żeby mieć pewność, że wejdą i kupią.


Wypuszczenie bydła z zagrody w Turcji.


Przedsprzedaż dla „VIPów” w Polsce.


Galeria Krakowska.

  
I tu przydałby się komentarz podsumowania zapewne. Sam sobie go opracuj. Ja wysiadam.

.zulu kuki

0 komentarze:

Prześlij komentarz