Dziecięce marzenia zamknięte w piwnicy.

Kto by pomyślał, że to ja teraz mam klucz.



"No dobra panie majster, gotowy?" - mówił do mnie dziadek, kierując się do drzwi wyjściowych swojego mieszkania. Byłem gotowy. Mój brat też. Następnie zbiegaliśmy 4 piętra w dół, by tam i tak czekać, aż zejdzie najstarszy uczestnik podróży, który w powolnej drodze, wybierał odpowiedni klucz, otwierający drzwi do miejsca, w którym wyobraźnia małego chłopca wystrzeliwała na inną planetę. 


Mój dziadek był stolarzem i nawet po przejściu na emeryturę oddawał się przyjemności tworzenia w drewnie, w swojej małej pracowni, ukrytej na samym końcu piwnicznego korytarza. W tym miejscu naprawiał drobne meble domowe i tworzył na zamówienie rodziny i znajomych, małe i większe kuferki. Niektóre z nich proste, inne wymyślnie obite idealnie wyciętymi metalowymi zdobieniami. To było coś. Lecz bardziej niż efekty jego pracy, fascynowało nas wtedy obcowanie z nim, w miejscu w którym czuł się jak ryba w wodzie. 

W jego pracowni zawsze grało radio i zawsze śmierdziało papierosami, po których kiepy lądowały w słoiku ustawionym przy drzwiach. Sam warsztat był dosyć mały i wąski. Zawsze pierwszy wchodził dziadek, gdyż jego imadło i najważniejsze narzędzia, znajdowały się głębiej w pomieszczeniu. Przy drzwiach my i miejsce jakby przygotowane dla nas. Na naszym stanowisku było także imadło, tyle że mniejsze. Do tego wszystkie niezbędne narzędzia. I ołówki stolarskie, które dziadek ostrzył dla nas nożem. To pamiętam chyba najbardziej. Pamiętam też, że nigdy specjalnie nie mieliśmy pomysłu na to co chcemy stworzyć, gdy siedzieliśmy wraz z rodzicami i dziadkami w mieszkaniu na czwartym piętrze. Wszystko rodziło się na miejscu, w zależności od wyobraźni i tego jakie fragmenty drewna dostaliśmy od dziadka. 

I mimo, że sam nigdy zamiłowania do stolarstwa nie miałem, jakoś ta chęć do majsterkowania siedziała w mojej głowie ukryta, wyłaniając się tajemniczo od czasu do czasu jak Wally.


Kilkanaście lat później stało się to faktem dokonanym. 2 piętra w dół i długi piwniczny korytarz, na końcu którego znajdują się drzwi do mojej pracowni. 

Czasem idę tam w konkretnym celu, a czasem po prostu, rozkoszować się samotnością, w trakcie której nowe pomysły pojawiają się same. 


Miejsce jest przygotowane pod różne działania. Jakiś czas temu próbowałem swoich sił w zetknięciu z żywicą poliestrową. Tutaj także mam mały magazynek na dobra, z których powstają opaski Belay Custom. BTW Wracamy z tym! Znajdziesz tu też dwie pary plastikowych cycków i rozczłonkowane kończyny manekina. Mam też maszynę do szycia, która czeka na naprawę, by w końcu usiąść do niej i złapać umiejętności trochę. Imadła też nie brakuje.


A co tam robię obecnie? Maluję manekiny, które dorwałem niedawno. Ale o nich dowiesz się wkrótce. Albo nie dowiesz, nie wiem. W tym miejscu znajduje się sporo prac i projektów, które czekają na dokończenie. Nie ma pośpiechu.

Jest za to tablica korkowa, a na niej zdjęcie małego mnie, w trakcie czynności która pochłonęła całe moje dzieciństwo. Podpisane zgodnie z tym, jak mówił do mnie dziadek, gdy nadchodzil czas, by zejść do warsztatu.

.zulu kuki


0 komentarze:

Prześlij komentarz