Ona wyleciała, ja zaciskam pętlę.


Inaczej się nie da.

Drzwi zamykają się od zewnątrz, zaraz po przeciągnięciu wielkiej walizki, ważącej 23 kilogramy, przez próg. Zostaje puste mieszkanie, dziwny kot i charakterystyczny dźwięk piecyka, który wyczuł, że temperatura wraz z emocjami, diametralnie spadła. Jestem sam. Ponownie.

I ponownie jest to jesień. Wieczór powoli dogania poranek, a przyjemne temperatury są tak odległe jak nasz wspólny wyjazd do Tokio. I ona. Damn…

Nie pozostaje mi nic innego jak wybrać wytrzymałą linę… odpowiednio wymierzyć… I teraz jedna pętla zrobiona z nadmiarem… przewinięta (nadmiarem) kilka razy poprzecznie… końcówka liny przełożona przez małą pętelkę i zaciśnięta. Jeśli splotem da się regulować wielkość pętli to znak, że wyszła dobrze.

Wyszła dobrze. Idę po krzesło.



I posiedzę przy tym trochę dłużej. Wiesz, że na podstawie instrukcji zrobienia pętli do szubienicy, jesteś w stanie zrobić sobie bransoletkę? O taką:
 


Zawsze, gdy Patrycja wylatuje na kontrakt, w zestawie z tęsknotą otrzymuję dawkę motywacji sporej wielkości. Czas wspólny znika w wyniku sytuacji, a na jego miejsce przychodzi czas zapierdolu. A taki o spontaniczny, świadomy i mile widziany w takich okolicznościach.




Więc siedzę sobie na krześle. Skończyłem bransoletkę. Zaraz zabiorę się za kolejny key-chain, przygotuję rzeczy, które muszę zanieść krawcowej, narysuje modnego andrzeja i może napiszę o tym wszystkim artykuł na koniec.

A gdzieś tam w tle, zapętlony MGK.
.zulu kuki

0 komentarze:

Prześlij komentarz