Byłem w Dover Street Market.


To coś więcej niż przechwałki.


Od dłuższego czasu chciałem odwiedzić to miejsce. Czym jest Dover Street Market? To koncepcja sklepu i galerii w jednym. Znajduje się on w Londynie, przy ulicy... tak Dover Street. Główną marką, którą można tutaj nabyć jest Comme des Garcons. Lecz nie tylko. Trudno się dziwić, skoro DSM należy do tejże firmy. Ciekawiło mnie jak to wygląda. Kolekcje projektowane przez Rei Kawakubo, plus instalacje artystyczne także jej autorstwa. Subtelne połączenie sztuki oraz projektów high fashion, przemieszanych z markami streetowymi.






DSM posiada sześć kodygnacji. Cztery piętra w górę, parter i piwnica. Na samej górze znajduje się m.in. linia PLAY oraz kawiarnia. Całe piętro sygnowane czerwonym sercem, autorstwa Filipa Pągowskiego. Fajniej się na to patrzy, ze świadomością, że pewien Polak maczał w tym palce, a teraz cały świat w tym chodzi. To budzi pewnego rodzaju patriotyzm, o który zbytnio sam siebie oskarżyć nie mogę na co dzień.




Dwa piętra niżej jest jeszcze bardziej patriotycznie. Linia Shirt na sezon jesień/zima 2015 jest zdobiona wiekowymi już pracami, legendy polskiej grafiki, Henryka Tomaszewskiego. Patriotyczne plakaty w języku polskim, ozdabiają zarówno koszule jak i t-shirty. Kumasz to? Prace polskiego artysty widnieją na projektach jednej z największych marek modowych świata i to jeszcze w naszym ojczystym języku. Kilka z tych projektów można nabyć także i w Warszawie. Na Mokotowskiej 26 znajduje się Laura Boutique, a w nim CDG.





Zejdźmy do piwnicy.



Tu m.in. Stussy x DSM, Gosha Rubchinskiy, adidas Superstar x Bape x Undefeated, Nike x Acronym i wiele innych sztosów. Tutaj najbardziej streetowo. 






Tutaj podchodzi do nas sprzedawca i pyta się co to za bluzy, wskazując palcem na biały logotyp, na jednej z nich. Piruone tłumaczy mu, że to mój projekt. Tak, Social Animalz. Wymieniamy zdań kilka na ten temat. Dobra więcej niż kilka.



Wymieniamy się kontaktami.




I żegnamy, ze świadomością, że to nasze pierwsze, lecz nie ostatnie spotkanie. "Z tego nic nie będzie choć powstanie" jakby to nawinął Lech Roch Pawlak. Tyle Ci mogę powiedzieć na chwilę obecną. Mogę Ci zdradzić jeszcze, że jaram się jak mój dom kilka lat temu, na myśl że w Dover Street Market, osoba obcująca z najlepszymi markami świata, pyta się o mój projekt. To buduje. 

Na koniec mogę zabrać Cię też na shopping po Londynie, gdzie zahaczyłem o Palace, maharishi, Footpatrol, Supreme i wiele innych sklepów. Tu się nosi wszystko na każdy sposób. Wolność ponad cokolwiek. Czego jest najwięcej? Z pewnością na nogach Nike Huarache, a na plecach (miłe zaskoczenie) Fjallraven i model Kanken. Myślałem, że to tylko tak w Szwecji, ale widocznie to dobry czas tego plecaka.

.zulu kuki











0 komentarze:

Prześlij komentarz