Zawód bloger, zawiódł bloger.

 
Nie jestem blogerem.

Pisanie i publikacje były zawsze uzupełnieniem tego co robię na co dzień. Tak więc pierwszy wpis posadziłem na blogu 30 kwietnia 2009 roku i było to związane z aktywnością mojej  pierwszej ekipy. Stary blog. Stare czasy. Fajne czasy. Wtedy nikt nie określał siebie blogerem. Były osoby, które prowadziły blogi, by podzielić się treścią lub obrazkami. Poza tym pisałem też dla prasy w międzyczasie.

Dziś też prowadzę sobie bloga i Ty właśnie się o tym dowiedziałeś czytając to zdanie. Nieźle co? Ale tak samo jak i na początku, jest to związane z tym co robię aktualnie w swoim życiu.

Nie kumpluję się z blogerami i nie rywalizuję z blogerami. Bo to czy jesteś blogerem nie ma najmniejszego znaczenia na nasze relacje. Możesz równie dobrze pracować w mieszalni farb, bądź lepić pierogi. Jak jesteś spoko, to jesteś spoko. Jak jesteś drętwy to co z tego, że masz podobne zainteresowania? Jesteś drętwy i tyle. A rywalizować z Tobą też nie będę, bo jak i po co? To tak jakbym miał ścigać się z ludźmi w lesie, bo też lubią po nim spacerować. Myślałem, że najważniejsza w tym wszystkim jest przyjemność z robienia tego. No chyba, że to dla Ciebie czysty interes, to spierdalaj wtedy.

Dlaczego to piszę w ogóle?
Z dwóch powodów. 
Pierwszym jest to, że to musi być naprawdę smutne, że nie masz w życiu żadnych większych ambicji i zainteresowań, by swoją rolę na świecie nazywać bloger.

Drugi jest ważniejszy, bo to on mnie zmotywował w sumie. Podobno komentarze pod artykułami są wyznacznikiem zainteresowania i wiele blogów (szczególnie modowych) ma ich mnóstwo. Ja mam mało w porywach do nic w wielu artykułach, choć statystyki mówią mi, że lubicie tutaj przebywać. Ale nie kumam jak kurwa można prosić się o komentarze innych blogerów. Coś na zasadzie "komentarz za komentarz". Szczerze? Wolałbym, żeby wpadało tu 10 osób, które robią to dobrowolnie, niż prosić się o to, oferując zadośćuczynienie.





#pandakomenta

.zulu kuki

0 komentarze:

Prześlij komentarz