Street Style Raport - Sztokholm 2015


Mimo tego, że w każde miejsce na świecie jesteśmy w stanie dotrzeć przez Google, dowiedzieć się co u naszych znajomych przez Facebook i śledzić nowości streetwearowe przez Hypebeast i Complex, to muszę Was zmartwić ale... internet to nie wszystko. Pewnie 3/4 osób czytając ten artykuł zamknęła właśnie laptopa z hukiem, nie wierząc, że mogę pisać coś takiego. Otwórz go. Zapomniałeś, że film ściągasz. 

To co jest niesamowite w podróżowaniu i obcowaniu z innymi ludźmi to możliwość poznania innych kultur, tradycji, sposobu zachowywania się w typowych sytuacjach czy chociażby cen biletów metra. Wiele osób wybiera się w podróże by "coś odkryć". Ja w Sztokholmie nie chciałem odkryć nic. Chodziło po prostu o to, by pooddychać skandynawskim powietrzem i popatrzeć na ludzi. Streetwear nie wygląda wszędzie tak samo. Nawet jeśli po wpisaniu w Tumblr "streetwear stockholm" dowiadujesz się czegoś innego. Stąd też moje kilkugodzinne podróże po stolicy Szwecji i mały raport z obserwacji jakich dokonałem tam właśnie.

I. Sklepy

Odwiedziłem ich kilka, ale prawdę mówiąc skupiłem się na tych, które mogą na mojej mapie wprowadzić jakąś różnorodność. Odwiedziłem Urban Outfitters, gdzie na dobre już wjechał sezon jesień/zima. Shore Leave, Champion, Herschel Supply i Levi's to zdecydowanie dominujące marki. 



Odwiedziłem także butik największej szwedzkiej marki modowej, czyli Acne Studios. Nie da się ukryć, że marka ta w ostatnich sezonach robi zamieszanie na całym świecie. Co ciekawe założenie twórców, że produkty Acne są tak dobre, że mężczyźni nie będą się wstydzić chodzić z różowymi torbami zakupowymi, wydaje się sprawdzać. Przynajmniej tu.




Odwiedziłem kilka streetwearowych sprzedawców, lecz jedynie napiszę o tym, który robi największe zamieszanie. Legendarny już sklep Caliroots to największy gracz tutaj. Posiadają 3 sklepy i odwiedziłem wszystkie. Podzielone są one na kategorie Streetwear, Sneakers i Premium. W sklepie Streetwear dominuje Carhartt, Vans i Primitive.





Szkoda tylko, że New Black nie funkcjonuje w poniedziałki i musiałem pocałować klamkę. Poznałem się z właścicielami w Berlinie i bardzo ciekawiło mnie jak jest u nich "w domu". Z pewnością miasto poczuło potencjał lokalnej marki, gdyż spotkać można było sporo osób w produktach spod szyldu NB.




II. Ulica, ludzie.

Wakacje w centrum Sztokholmu to z pewnością duża mieszanka localersów z turystami. Stąd też ciężko powiedzieć o jakiś wyróżniających się trendach. Takim wiesz "trendzie nad trendami". Jest natomiast kilka punktów, które szczególnie przykuły moją uwagę podczas tych kilku dni spędzonych tam. 


1. Plecaki

Lecąc do Sztokholmu jedynie z plecakiem, zastanawiałem się jaka marka jest ulubioną Szwedów, jeśli chodzi o ten produkt. Po pobycie w Berlinie, byłem niemal przekonany, że także i tu Herschel Supply i ich "Little Amercia" będzie numerem jeden. Pomyliłem się i to grubo. Najwięcej Herschela widziałem na lotnisku, gdy czekając na swój samolot, obok ustawiała się kolejka ludzi lecących do Londynu. Więc co w Szwecji? W Szwecji lis.


Fjallraven to szwedzka marka, która króluje na swoim podwórku. Od dzieci po dziadków i babcie, wszyscy poginają z plecakiem ozdobionym metką z lisem. Wpadłem do sklepu Naturkomaniet, by przekonać się, czy poza lokalną sławą idzie także jakość. Człowieku! To coś niesamowitego! A najbardziej popularny model na ulicach to Kånken, który zaprojektowano w 1978 roku.






2. Koszulki

Szwecja ma swój vibe z pewnością. Na ulicach nie spotkałem ludzi noszących takie marki jak Stussy, Diamond czy HUF. Nawet na Sergels torg, gdzie można zderzyć się z największą mieszanką stylu. Za to można spotkać ludzi w ubranych w Carhartt, szwedzkie New Black, The North Face czy Vans. Aczkolwiek wsród kolesi od młodych po tych, którzy o młodości już tylko mogą pomarzyć, króluje jeden mały haft na piersi. Ralph Lauren. 




I to nie tak, że tylko starszy gość przy kasie, w drogim samochodzie. T-shirty, koszule, połowki i bluzy z tym haftem są niczym plaga na ulicach Sztokholmu. Jakbym trafił na oficjalne dni noszenia RL. 


3. Buty

Przestrzał ogromny. Nie da się stwierdzić co na topie. Da się natomiast zauważyć, że Szwedzi poczuli już hajp na Huarache. Twór Nike z 1991 roku nosi się tu i to w sporych ilościach. Za to Jordanów to ja tam nie widziałem.



Poniżej kilka moich strzałów z ulic. Ludzi, którzy w jakiś sposób przykuli moją uwagę. Patrząc na asortyment w sklepach i ludzi na ulicach, można stwierdzić, że Sztokholm jest dosyć mocno casualowy. Stonowane kolory, klasyczne formy i komfort ponad wszystko. No i dużo plecaków. Nie ważne, czy do garnituru, munduru, sukienki czy spodni. 

.zulu kuki





0 komentarze:

Prześlij komentarz