Cała hala w rytmie jednej maszynki - Gdańsk Tattoo Konwent 2015


Gdańsk Tattoo Konwent to trzecie wydarzenie, które poleciłem Wam odwiedzić w lipcu - link. I szczerze z wszystkich trzech najbardziej udane. GDM wpuścił Radio Zet i TVP2 licząc na to, że liczba ludzi na wydarzeniu przykryje falę krytyki takiego posunięcia. SHC straciło gwiazdę imprezy, a z tym i wielu potencjalnych jej uczestników. Konwent zrobił swoje, bez wymyślania i tym właśnie wygrał status imprezy udanej.


Święto tatuażu to święto tatuażu, a nie dożynki, czy coś innego. Jeśli ktoś przyszedł tam i uznał, że jest nudno, bo są "tylko tatuaże" i co tu robić, to dobry z niego wariat. Zamiast przychodzić i marudzić, można było zjeść pajdę chleba ze smalcem na Jarmarku Dominikańskim. Dla mnie event ogień, bo sam tatuażem się jaram i takie wydarzenie to idealna okazja, by zobaczyć, co się w naszym kraju dzieje. 
Pośród ponad 100 artystów w AmberExpo, zatrzymywałem się co chwilę by podziwiać prace kolejnych z nich. Tatuaże, sposób ubioru, kolczyki i muzyka na hali, tworzyły jeden spójny klimat tatuażowej subkultury. Ciężki klimat, ale zajebisty! 


Poza reklamującymi swoje rzemiosło studiami tatuażu, na hali można było znaleźć kilka stoisk odzieżowych, coś ze sprzętem dla artystów, oraz ciekawe galerie prac na ścianach. 


Punkty gastro w postaci foodtrucków ustawione były przed budynkiem i to chyba jedyna rzecz, która mnie zasmuciła. Liczyłem, że będzie ich więcej. Z tajnego źródła wiem, że frekwencja foodtrucków nie była spowodowana brakiem zainteresowania, a "ingerencją" organizatorów konkurencyjnych zlotów foodtrucków. Podobno nawet do AmberExpo dzwoniono, by nie udzielali parkingu na ten zlot. Trochę śmiesznie, ale co zrobisz? Ostatecznie wybrałem obiad w domu, no ale narzekać na Tattoo Konwent ze względu na jedzenie, to jak pomylić imprezy z Jarmarkiem Dominikańskim.



Ale to co się dziać miało, to się działo. Tatuażyści dziabali, barberzy strzygli, a co chwilę na scenie można było podziwiać różnego rodzaju występy oraz konkursy na najlepszy tatuaż, w różnych kategoriach. Wieczorem rzecz jasna koncerty. Bo jak to takie wydarzenie bez koncertów?

Ogólne wrażenia? Maks pozytywne. I chyba nie tylko mi się podobało, bo z tego co wiem imprezę odwiedziło ponad 4 tysiące osób. Muszę dodać też, że organizacyjnie było to bardzo dobrze rozwiązane. Mimo sporych kolejek po bilety, ich sprzedaż trwała dynamicznie, dzięki czemu w kolejce stało się bardzo krótko. Ułożenie stoisk także sprzyjało zwiedzaniu. Ostatecznie obadałem co się dzieje i nie ukrywam, kilku artystów wpadło mi w oko jeśli chodzi o styl. Jak tylko dokończę rękaw u Łukasz Zglenickiego, w sopockiej Cykadzie, biorę się za kolejne prace! Kto zrobił sobie chociaż jeden tatuaż ten rozumie zajawkę. Kto nie ma żadnego, niech zrobi, a zrozumie. Ja czekam na kolejną edycję i już teraz wiem, że we wrześniu śmigam na katowicką edycję! 

Zdjęcia: Michał502 & ja

.zulu kuki


0 komentarze:

Prześlij komentarz