Berlin Fashion Week - dzień 4 - miasto & ludzie


Wróciłem do kraju, po kilku dniach spędzonych w stolicy Niemiec. Wrażenia? Były. I są nadal.
W poprzednich 3 wpisach podzieliłem się z Wami, tymi dotyczącymi imprezy adidasa, targów Bread&Butter oraz targów Bright i SEEK. Prezentacje oraz rozmowy w każdym z tych miejsc, dały mi ogromną dawkę wiedzy. Nie mniej jednak to Fashion Week! Całe miasto tym żyje, nie tylko targi. 

Odwiedziłem kilka sklepów, by zobaczyć czym się handluje w Berlinie i jak się to prezentuje. Wśród nich legendarny Overkill, który promował właśnie swoją kolaborację z ASICS o nazwie "Desert Rose". Zakupiłem w nim pierwsze skarpety Stance do mojej kolekcji.


Rok temu będąc na Bright, wraz z moimi znajomymi odkryliśmy niesamowitą włoską knajpę, La Pausa. Lokal ten mieszczący się przy Rosenthaler Platz, stał się codziennym miejscem moich posiłków podczas tego wypadu. Zabrałem tam też kilku znajomych i to był strzał w dziesiątkę. W sumie to tak teraz się zastanawiając, większość kasy przejadłem.
#norma


Lecz to co najbardziej fascynuje mnie tu, to nie ciuch na wieszaku czy but na ekspozycji. Nie jest to też (wbrew pozorom) jedzenie. Największą inspiracją takich wyjazdów są ludzie. To jak się zachowują, ubierają, chodzą. W Polsce można mówić o tym, że streetwear się rozwija, bo coraz więcej ludzi jest świadomych i "poszukujących". Tutaj nie ma bardziej wtajemniczonych, czy mniej. Ludzie tak po prostu żyją. Gdy chodzą w swoich ASICSach, Y-3, czy kolaboracyjnych kapciach od adidasa i Ricka Owensa, to w nich chodzą. Nie traktują butów jak eksponaty, których nie można dotykać. Nie czyszczą ich na każdym kroku. Przytyrane Qasa czy Yeezy 350 to po prostu fajne buty, w których ktoś chodzi dużo. Bardziej wyszukany gust i zasobniejszy portfel, ale nadal but. Produkt, dzięki któremu komfort przemieszczania się z punktu X do punktu Y, jest większy. A jeśli już o buty chodzi to po Berlinie w trakcie Tygodnia Mody, porusza się różnie. Z wiadomych przyczyn jest tu sporo adidasa, lecz to bardziej Stan Smith i Tubular niż Superstar i Flux. Są Roshe i Air Maxy. Są też Chucki Taylory w różnych wariantach. Lecz z racji, że to Tydzień Mody, po ulicach porusza się dużo Y-3, projektów od Ricka Owensa, Rafa Simonsa czy właśnie Yeezy 350. A przy tym sporo uśmiechu, otwartości i luzu. Więcej Acne Studios, Palace, A.P.C, OPM i Carhartta, niż Stussy, The Hundreds czy Diamond Supply. I tak dalej, i tak dalej. 


To nie pierwszy berliński Fashion Week, w którym uczestniczyłem lecz zdecydowanie najlepszy. Ilość rozmów na targach z wystawcami, randomowymi ludźmi na ulicach i sprzedawcami w sklepach, sprawiły że Berlin mocno mnie zainspirował i pozwolił przywieść do domu sporo świeżego spojrzenia na tematów wiele. Za pół roku znów tu jestem, to pewne.

Przy okazji odkrywania miasta, uchwyciłem momentów kilka. Coraz mocniej wkręcam się w łapanie kadrów, tak więc wszystkie foteczki w artykule moje.

.zulu kuki



0 komentarze:

Prześlij komentarz