Kolka nowoczesności.


Nie, nie jesteśmy nowoczesnym krajem. To, że masz iPhone i wysyłasz wiadomości przez iMessage, nie wprowadza naszego kraju na kolejny level. Szczególnie, gdy kolesiowi siedzącemu  kilka siedzeń przed Tobą w autobusie, zaczyna dogrywać polifoniczny dzwonek, zwiastujący rozmowę przychodzącą na jego Nokie. "Jebany hipster" - można powiedzieć. Możesz go śledzić i sprawdzić, czy pójdzie do Starbucksa zakupić sobie waniliowe latte na mleku sojowym, upominając się o napisanie jego imienia na kubku. Wiesz, że nie pójdzie. Szybciej go znajdziesz na dworcu, kupującego czarną z automatu za 1,50 PLN. Nie potrzebuje podpisów na kubku. Rodzice 35 lat przypominali mu, że nazywa się Andrzej. Kubek już tego bardziej nie utrwali. Ty też nie potrzebujesz przypomnienia. Ale to przecież takie kurwa fajne, co nie? „Andrzeju Twoja kawa czeka już na Ciebie” - zawołał sprzedawca w Starbucksie, a ja wstałem i odebrałem mój napój. To co, że nie nazywam się Andrzej. Mogłem powiedzieć, że Justin Bieber, ale czuję, że brak grzyweczki trochę zdradzałby to małe oszustwo. 
Wróćmy do autobusu.

Kiedyś bilet kupowałeś na dworcu autobusowym. To zrozumiałe, że możesz nie pamiętać tych czasów. W wielu mniejszych miejscowościach, od kilkudziesięciu tysięcy mieszkańców w dół, okienka kasowe od lat są zamknięte, mimo nadal wywieszonych godzin dyżurów przy każdym z nich. Jebać. Został dworzec. Piękne miejsce, w którym możesz sobie popatrzeć na rozkład, usiąść na stelażu po krzesełkach. Oczywiście jeśli nie trafisz na porę leżakowania bezdomnych. Wtedy zostaje już tylko rozkład, ewentualnie uniki przed gołębim bombardowaniem.

Bilet możesz kupić u kierowcy. Jeśli wybierasz dosyć egzotyczne połączenie, które np. kursuje raz na dzień, tylko w dni parzyste, to stanie w kolejce jest jak casting z limitem. Możesz stać w niej 30 minut, by się okazało, że jesteś pierwszą osobą, która już nie wsiądzie, bo oni już mają wszystkich, których potrzebowali. Nara.

Na szczęście żyjemy w czasach internetu i mobilnych możliwości. Dlatego też możesz zakupić bilet wcześniej, np. przez portal e-podroznik.pl. Bilet dostajesz na email, bądź sms, a w nim same dziwne kody. W połączeniach, które przebijają się przez każdą większą i mniejszą wioskę, nikt z tego nie korzysta, więc nigdy nie było potrzeby, by kierowcy zrobić szkolenie. 

Podchodzę, okazuję bilet i dowód (taki regulamin). Kierowca patrzy się na mnie jak na debila, mówi że nie potrzebuje mojego dowodu. Patrzy na bilet smsowy i widać ewidentnie, że nic nie rozumie. Gdybym pokazał mu sms’a, w którym Wróżbita Łukasz proponuje mi, że za 2zł + VAT, powie mi coś o moim życiu, to też bym pojechał. 

Do autobusu wchodzi typ. Na dworcu w małej miejscowości pożegnał się z ojcem. Na oko jakieś 35 lat. Chyba trochę czasu mieszka już w „dużym mieście”. Koszula w kratę, okulary aviatory i niebieski garnitur. Look młodego człowieka sukcesu. Ewidentnie tak się czuje. Chuj, że jedzie autobusem za 23 zł, pozbawionym wszystkiego poza siedzeniami. Kolor garnituru ma tak dobrany, że opcje są dwie: pracuje w cyrku albo jest przedstawicielem handlowym. Zdecydowanie wolę mój bucket hat i czarną bluzę Rebel8, niż taką karykaturę elegancji. Na przystanku przed wejściem zaczepia atrakcyjną młodą dziewczynę jeszcze. Wie, że też czeka na ten autobus. Żaden inny nie jedzie w najbliższym czasie. Gdy ona wsiada, przesiada się na siedzenia obok. Rozkłada się na nich niemalże leżąc. Ona czuje się niezręcznie. Widać. On ściąga marynarkę i kładzie sobie ją na spodniach, wsuwając prawą rękę pod. I to jest dopiero dziwne. Speszona ona, nie odwraca głowy od szyby. Na szczęście dla niej, trasa którą wybrała dobiega końca. Wysiada w jakiejś miejscowości, on bacznie obserwuje jej każdy krok, odprowadzając wzrokiem tak daleko jak się da. Jebany Stifler. Albo przedstawiciel handlowy. Ona znika. Nie mija 10 minut, w autobusie rozbrzmiewa dźwięk dzwonka polifonicznego. Jutro zaczyna pracę o 8.

.zulu kuki

0 komentarze:

Prześlij komentarz