W taksówce nie jestem policjantem.

Taksówką zwykle nie jeżdżę. Jeśli dystants i czas na to pozwalają poruszam się z buta, niczym prawdziwy podróżnik. Albo po prostu jak ktoś, kto lubi pieszo pokonywać miasto. Jednak czasem się nie da i trzeba zadzwonić, zamówić i jechać. 
Tak było ostatnio. Po zakończeniu zdjęć produktowych dla 108, pogoda, odległość i czas zmusiły mnie do zamówienia taksówki. Przybyła, ja wsiadłem i już czułem, że podróż ta będzie mocno nacechowana ładunkiem emocjonalnym. 




Kierowcą był starszy koleś 60+, trochę wyschnięty od zmarszczek, z wymalowanym na twarzy komunikatem "nie chce mi się, spierdalaj". Rozmowę zacząłem ja podając współrzędne. On po chwili narzucił swój styl narzekania, a ja czułem, że zanim dojadę do domu stracę całą pozytywną energię ze swojego życia. Nie lubię narzekaczy. Go też nie. Przynajmniej na starcie.



Trasa była dosyć długa, więc tematów przewinęło się kilka. Z każdym kolejnym czułem, że jego pesymistyczne nastawienie do życia przestaje mi przeszkadzać, a tematy które porusza ciekawić. Nawet zaczął być spoko. 



W pewnym momencie odpalił się z pewną życiową opowieścią, która trochę zniszczyła mi mózg. 



Jeżdżąc kilkadziesiąt lat swojego życia taksówką, z pewnością można natrafić na ludzi ciekawych i mniej ciekawych. W końcu poznajesz nowe osoby średnio kilka razy dziennie. Wśród tras tego taksówkarza, było kilka w których to stojąc na postoju dla taksówek nieopodal pewnej komendy policji, klientami byli właśnie policjanci. Nic w tym dziwnego. Policjant też człowiek, taksówką pojechać sobie może. 

Pewnego razu dostał wezwanie na jakieś osiedle. Klientem był jeden z policjantów, którego zapamiętał gdyż nie raz korzystał z jego usług. Policjant go nie kojarzył. Nie był w trakcie godzin pracy, a taryfą którą zamówił, chciał udać się do znajomych. Po drodze poprosił taksówkarza o zatrzymanie się przy sklepie spożywczym. Wiadomo, jak to tak na impreze bez alkoholu? Gdy ten przekroczył wejście do sklepu, do taksówki wsiedli dwaj mężczyźni. Zakładali, że jest wolna, więc skorzystali, że jest blisko. Byli podchmieleni. No dobra, najebani. Gdy kierowca im powiedział, że muszą opuścić jego samochód, gdyż rachunek jest otwarty i taksówkarz czeka na klienta, oni nie chcieli słuchać. Doszło do kłótni i zdenerwowany kierowca wysiadł i otwierając drzwi pasażerów, wyciągnął ich z samochodu. Zaczęli się przepychać. W tym czasie policjant wyszedł ze sklepu trzymając plastikową siatkę w dłoni. Widząc awanturę przy taksówce nie zareagował, stojąc przy wejściu do sklepu. Taksówkarz zdenerwowany sytuacją i przepychankami uderzył jednego z pijanych tak, że ten przewrócił się na ziemię. Byli na tyle wstawieni, że nie byli w pełni sprawni, by się z nim bić. Sam przyznał, że miał szczęście. Oni odpuścili i odeszli. W tym momencie policjant wsiadł do samochodu na miejsce pasażera, jak gdyby nic się nie stało. Taksówkarz ruszył. 


W trakcie drogi kierowca zaczął mocno krytykować policję za to, że nigdy ich nie ma tam gdzie trzeba i są niepotrzebnymi darmozjadami. Hah, piszę to teraz w delikatny sposób, gdy opowiadał mi tą historię, w tym momencie "rzucał kurwami" nieustannie, jakby to wydarzyło się wczoraj. Policjant nie chcąc zdradzić swojego zawodu, zaczął uspokajać kierowcę, by ten nie obrażał policji. W tym momencie taksówkarz odpowiedział mu:

- Przecież wiem, że jesteś jebanym psem. Myślisz, że bez powodu to mówię? Człowiek na twoich oczach potrzebuje pomocy, a ty nie reagujesz. Przecież to jest twój pieprzony obowiązek. Jesteś policjantem.
- A co pan sobie myśli? Tak samo jak pan chcę dożyć emerytury.

Kurwa... serio?


.zulu kuki

0 komentarze:

Prześlij komentarz