Podróż ukrytych stereotypów.


Do Gniezna przyjechałem tak po prostu. Niby prowadzenie contestu tanecznego było motywem, ale od kiedy w kalendarzu zaznaczyłem wyjazd, wiedziałem, że ten "główny cel" będzie jakimś tam dodatkiem. Tak też było.

Wyjechałem rano. W pociągu poza uzbrojoną policją i kibicami Lechii, przywitali mnie moi znajomi Mateusz i Pamela, których można znać w sieci jako Fit Lovers. Nie planowaliśmy jechać razem, ale fajnie się złożyło. Przynajmniej nie spałem. 


Gniezno jest całkiem prostym miastem i przy okazji dobrze oznaczonym. Ostatni raz tu byłem, gdy kilka lat temu prowadziłem wykład na temat kultury Hip Hop w eSTeDe. Fajnie było. Tym razem bez problemu dostałem się pod Katedrę - główną atrakcję turystyczną tego miasta. Usiadłem przy stoliku rozłożonym na deptaku, oczekując na kelnera. Lubię to, gdy stereotypowe podejście kontroluje kimś tak bardzo widocznie, że nawet gdybym chciał sobie wmawiać, że tak nie jest, to by mi się nie udało. W sumie jak miał zareagować, gdy zbliżając się do mojego stolika dostrzegł zarośniętego kolesia, w czarnych okularach, kapeluszu i kapturze zarzuconym na głowę. Jego pytanie "czy wie pan co chce zamówić?" brzmiało bardziej jak "czy jesteś pewien, że u nas chcesz cokolwiek zamówić?" Chciałem. Dobre śniadania tam mają. 



Lubię słuchać i patrzeć na ludzi. Mógłbym siedzieć tak z kawą przyczajony gdzieś i nasłuchiwać ich godzinami. Więc przesiedziałem dwie. 

W tym czasie za moimi plecami usiadły dwie starsze panie, na oko 70 lat. Czułem, że kawą będę popijał informacje o poczynaniach proboszcza, cenach zniczy i wyborze Dudy na prezydenta. Nie. Z mojego zestawu jedynie Duda się przedostał, lecz superlatywami ich określeń nazwać nie mogę. Jedna z nich, typ damy. Opowiadała drugiej przy serniku, o podróżach po Europie i o tym jak tęskni za ojcem. 4 lata temu śnił się jej ostatni raz dając do zrozumienia, że nie powinna sobie niszczyć życia rozpaczając za nim. Później rozmawiały o reinkarnacji. Jedna i druga w temacie obeznane bardzo. Zdziwiło mnie to. Tym razem ja dałem się ponieść stereotypom. 



Gdy zza pleców dobiegały ich głosy, kilka stolików przede mną usiadła pewna kobieta. Dosyć wysoka, zadbana bardzo, w krótkich szortach adidasa i różowej bluzie. Moi znajomi powiedzieliby, że "dobry milf". W sumie powiedziałbym tak samo, gdyby któryś z nich siedział ze mną.
Wygładała na bogatą turystkę, która miała po prostu kaprys przyjechać sobie do Gniezna. Gdy usiadła, oczekiwałem, że chwilę później z hotelu wyjdzie jej mąż. Wiesz, jakiś kark, z koszulką Polo, butami Lacoste i wielkim łańcuchem na szyi, za który mógłbym sobie i moim ludziom kupić po parze Pure Boostów. O tak, by poczuli najwygodniejsze buty na swoich stopach. 
Niestety "tatuś" się nie pojawił i znów złapałem się na stereotypowym myśleniu. Tak czy inaczej nie była stąd. Była "barwna". Emanowało od niej energią nowoczesnej kobiety. Z jej rozmów telefonicznych z koleżankami, dowiedziałem się, że przyjechała kilkadziesiąt kilometrów rowerem, przenocowała w hotelu, a po śniadaniu wsiada ponownie na rower i wraca. Trenuje przed tygodniową trasą gdzieś po Polsce. Co jakiś czas, gdy podnosiłem wzrok znad mojego notesu, w którym zapisywałem nowe pomysły, widziałem, że patrzy na mnie często. Czasem zatrzymywaliśmy się wzrokiem w jednym punkcie i zagubiony spierdzielałem oczami po kątach. Chyba zorientowała się, że ją obserwuję. Nieważne. Przestałem. Prawie.



Zbierałem się by ruszyć w podróż po mieście, coś zobaczyć, kogoś poznać. Stolik obok zajęła para. Starsi ludzie, ale też bez przesady. Przyszli razem na kawę. Ona zamówiła czarną, on piwo niepasteryzowane. Nie była zadowolona. W sumie się jej nie dziwie, była 11 rano. Ale chyba ważniejsze było dla niej to, że udało jej się go wyciągnąć gdzieś w sobotni poranek. Można by było powiedzieć "coś za coś", ale jak dla mnie ciężki kompromis.
Zostawiłem napiwek, wstałem i ruszyłem "w miasto". 



Resztę dnia spędziłem z ludźmi, którzy wyczytując na Facebooku informację o moim pobycie w Gnieźnie, postanowili mnie znaleźć i się przywitać, pogadać czy też zrobić razem zdjęcie. Miło bardzo. Później starzy znajomi z różnych zakątków kraju, tańce i sędziowanie contestu wraz z senatorem. Spoko typ. Fajnie, że chciał poświęcić swoją sobotę młodym. Nawet jeśli był tam na siłę, to nie chciałem go oceniać przez pryzmat garnituru. Wystarczająco dużo osób tego dnia powrzucałem w stereotypowe pudełka.

Zdjęcia: ja

.zulu kuki



0 komentarze:

Prześlij komentarz