Z życia tancerza: Wyżej sra, niż dupę ma?



Jednym z tematów, który od jakiegoś czasu mocno mnie intrygował, była właśnie pewność siebie. A nawet bardziej jej brak. Wykonuję taki zawód, że często pokazuję się publicznie i poddaję ocenie innych ludzi. Przez to zacząłem mocno monitorować, jak obraz samego siebie w mojej głowie wpływa na to, jak inni odbierają moją osobę. I takim oto sposobem przebrnąwszy przez 100 „przebrań”, 24 lata obserwacji, 5 ton książek, 60 wykładów i 10000 opinii, zrodził się ten artykuł.

W środowiskach, w których się obracam, między innymi tanecznych, bardzo często widzę ludzi, którzy mają problem z samooceną. Fluktuują między skrajnościami. Albo zamknięci w sobie z powodu niskiej wartości swojej osoby, albo euforycznie przeżywający swoją zajebistość. Wielu z nich myśli, że wygrywając jakiś event, a często zwykły jam, kipią fenomenalnością i „pozmieniają reguły tanecznej gry”. 

Działam sobie w kulturze ulicznej, czy jak kto woli, w kulturze Hip Hop’u. Z tego co wiem, to rywalizacja jest nieodłącznym jej elementem. Cypher’y MC’s, diss’y, walki bboys/bgirls (taneczne), rywalizacja label’i, zakrywanie przez DJ’s płyt winylowych, aby nikt nie podebrał im tytułów utworów, wyścig o lepszą wrzutę na yard’ach itp. No i spoko. Dzięki rywalizacji możemy się rozwijać. Ale nie zapominajmy, że rywalizacja powinna się odbywać na zdrowych zasadach. W końcu Hip Hop ma łączyć, a nie dzielić. 


Niestety, kiedy zajawka spotkała pieniądze, ludzie zaczęli patrzeć na pewne rzeczy przez pryzmat życia lub śmierci. Sami zabijają w sobie pasję do tworzenia. To trochę jak z religią (wiem, niebezpieczny temat ;P). Póki zajmowali się nią ludzie mający na co dzień jakąś pracę, wiarą zajmując się tylko z powołania, nie czerpiąc z tego majątkowych korzyści, wszystko rozwijało się tak, jak powinno (niestety trwało to krótko). 

Zapominamy, że hip hop to przede wszystkim narzędzie dające dowolność tworzenia, motywację do rozwijania się i czerpanie z tego przyjemności, bawienie się tym. 


 Jaki ma to wpływ na pewność siebie? Otóż duży. To, co ma sprawiać nam radość i rozwijać nas, bardzo często doprowadza do skrajnie negatywnych emocji.

  
Jak bardzo nasz brak wiary w siebie zmienia się właśnie w zuchwałość? Skąd się to bierze (poznanie przyczyn pomaga zwalczyć skutki)? Często mówi się, ktoś jest zbyt pewny siebie = zuchwały. Wobec tego, gdzie jest ta granica? W którym momencie można być „za bardzo”? Jak z człowieka podziwianego dzięki swojej pewności stać się negowanym przez otoczenie bucem? Czy po raz kolejny problem nie leży w błędnej interpretacji tych słów?

No dobra, jedziemy!

ZUCHWAŁOŚĆ


Każdy pewnie kiedyś słyszał takie stwierdzenie, że „zbyt duża pewność siebie Cię zgubi”. Wcześniej czy później tak, ale im później, tym bardziej nabieramy przekonania, że jednak tak się nie stanie. Utwierdzamy się w przekonaniu, że to jednak dobra droga. Tak jest ze wszystkim, co odwleka się w czasie. Mamy wrażenie, że skoro kryzys nie nastał, to nigdy nie nastąpi. 

Zuchwałość jest formą podnoszenia się na duchu. Jest to błędne ocenianie sytuacji, skutkujące zadufaniem w sobie. Nie jest to pewnością siebie. Wręcz przeciwnie – jest jej brakiem. Cechuje się arogancją, bezczelnością, wyniosłością  jako lękiem przed tym, że ktoś może nas ośmieszyć, że nie damy sobie rady, zderzymy się z rzeczywistością, podczas gdy tyle czasu karmimy się kłamstwem o sobie. Często zuchwałość kojarzy się z narcystycznym obrazem samego siebie spowodowanym duża ilością wyolbrzymionych pozytywnych cech/umiejętności na nasz temat. Nierzadko też do takich zaburzeń doprowadzają chorobliwie rozpieszczający dziadkowie czy rodzice.

Miałem okazję spotkać się ze stwierdzeniami: 
- „…fajnie to zrobił/a, ale nie powiem o tym. Nie chcę, żeby mu/jej uderzyła woda sodowa” (rzekome chronienie osoby trzeciej przed sodówką, a faktyczny brak odwagi do powiedzenia komplementu)

- „Fajny styl, ale brak mu/jej techniki…” (afirmowanie siebie z powodu niskiej samooceny)

- „Jeszcze miesiąc temu normalnie rozmawialiśmy. Teraz wygrał zawody i mu odbiło. Pozjadał wszystkie skille i ziomeczków zepchnął na drugi plan” (czasami faktycznie niektórych trafia, ale często po prostu błędnie oceniamy zachowanie tej osoby)

A propos ostatniego - bardzo mało kto (jeżeli ktokolwiek) zwraca na to uwagę. Mam na myśli sytuację, gdy ktoś, kto jest normalnym człowiekiem, wokół którego przeważnie nie skacze 50 osób, nagle osiąga sukces i pojawia się rzesza ludzi, którzy zaczynają go chwalić. Ma on prawo w pewnym momencie być tym zmęczony. Nie jest do tego przyzwyczajony lub nie jest typem człowieka zabiegającego o względy innych. Świadomość tego, że wielu z tych chwalących ludzi to „sezonowcy” pojawiający się, by razem uczcić sukces w czasie, gdy na co dzień mają wygranego w dupie, powoduje, że człowiek nie angażuje się tak emocjonalnie w relacje. 

Często jest to błędnie odbierane jako snobizm i zuchwałość, podczas gdy ten człowiek chce po prostu normalnie dalej żyć, robić swoje i czasem może odpowiedzieć w dwuznaczny sposób. 

Sam tego doświadczyłem. Sam u innych też to widziałem.

Uważam, że zuchwałość jest brakiem wiary w siebie. Przykrywaniem swoich wad pod płachtą zajebistości. Oszukiwaniem siebie, że jest się kimś, kim się nie jest, co w końcu i tak gdzieś się wyleje i zaleje naszą psychikę falą wątpliwości typu – „To jak to ze mną jest”.

 

SIEBIE PEWNOŚĆ


Nie ma na świecie ludzi, którzy są zawsze pewni siebie. Obawy i lęki wkradają się zawsze. Jeśli nie w jednej dziedzinie, to w innej. Możesz być pewny swoich umiejętności tanecznych i prezentować się świetnie, ale w momencie zdawania egzaminu z matmy możesz wątpić, czy poradzisz sobie z pytaniami. Często błędnie oceniamy nasze odczucia i błędnie interpretujemy swoje zachowanie. Stąd też tak wiele błędów popełniamy ;).

Szukamy tej pewności siebie i staramy się ja pozyskać różnymi drogami nie wiedząc nawet, czym ona jest. Jak chcemy gdzieś dojść nie obierając ścieżki? 

Cytując psychiatrę Rajendra Persaud’a: „Niska pewność siebie bierze się z głębokiej, wewnętrznej wątpliwości, że nie robisz wszystkiego, co mogłoby ci naprawdę pomóc. Nie możesz zatem polegać na sobie. Potrzebujesz pomocy i aprobaty innych, którzy utwierdzą Cię w przekonaniu, że działasz poprawnie. Sekretem do pewności siebie jest zmiana podejścia, które nie polega na czekaniu, aż poczujesz się lepiej w odniesieniu do siebie i będziesz mógł zabrać się za to, z czym zwlekasz. Polega na tym, aby czuć się zadowolonym z siebie dlatego, że podjąłeś próbę, mimo tego, że nie byłeś wypełniony pewnością siebie.”

Wniosek? Próbuj dalej, nigdy się nie poddawaj, podejmuj walkę nawet jeśli wiesz, że możesz przegrać, HEJ!


Łatwiej napisać, trudniej zrobić ;) Fajnie byłoby czasem wgrać sobie w psychikę nowy update/soft, żeby to wszystko pozmieniać. Ale gdyby w życiu wszystko przychodziło tak szybko i łatwo, to po kilku latach zdechlibyśmy z nudów. Ale nie martwmy się - „Nie ma ludzi zdrowych, są tylko niezdiagnozowani” ;). Każdy z nas ma w głowie swoje filtry, „gen popieprzenia”, „demony”, doświadczenia i wyzwania życiowe, stąd musimy sobie z nimi radzić indywidualnie. 

Jak?

Przykładem: „Przeżyłem w życiu wiele cierpienia, ale jestem tu, bo dalej walczę, muszę mieć w sobie siłę” – Nie jest to oszukiwanie siebie, tylko fakt. Jesteś tu, bo przez to przebrnąłeś i jesteś silniejszy/a. A skoro jesteś tu po tym wszystkim, to potrafisz zajść jeszcze dalej. Wpływa to na pewność siebie i motywację do dalszego działania.




To, co mi pomogło, to przemianowanie pewnej wartość. Albo raczej zrozumienie tego, że pewność siebie to:

- gotowość do działania nie zważywszy na to, jak zmęczeni, przerażeni czy wątpiący jesteśmy

- podnoszenie się po każdej przeszkodzie, o którą się potkniemy

- obietnica dana sobie, że niezależnie od wszystkich zewnętrznych i wewnętrznych problemów (lęków, wątpliwości, obaw itp.) zawsze będę próbować się podnieść i robić, co w mojej mocy.

- podejmowanie wyzwań i wiara w to, że potrafimy je osiągać

Ciężko jest kontrolować emocje, gdyż są spontaniczne. Ale dużo łatwiej jest kontrolować nasze decyzje.

Uważam, że ludzie skromni, ale pewni swoich umiejętności, zachodzą dalej, gdyż mają w sobie pokorę. Jak zapodał Diox, „…wiem co potrafię, co nie oznacza, że muszę to dawać”. 

Jeśli znasz swoją cenę, to nie musisz tego dookoła udowadniać. Inni zobaczą to w Twoich działaniach. Jeśli jesteś świadom swoich zalet, ale przede wszystkim swoich wad, to jesteś o krok do przodu w zrozumieniu siebie. Jakkolwiek astralnie to teraz zabrzmiało ;).


Pax!

DeNy ;)

0 komentarze:

Prześlij komentarz