To wszystko jest po coś.



  Przeważnie tak się chyba to zaczyna (tak mi się przynajmniej wydaję). Napotykasz gdzieś na jakąś aktywność, zajęcie które zaczyna Cię interesować i podejmujesz tą odważną decyzję pt. "spróbuję". No chyba, że rodzice podjęli decyzję za Ciebie. Załóżmy ten optymistyczny scenariusz, że masz jednak w swoim życiu coś do powiedzenia. Niektórzy mają tak, że od razu zakładają "zacznę i będę w tym najlepszy", inni zaś "spróbuję, zobaczymy czy mi się to spodoba". Nieważne jak Ty na to patrzysz. Ważne, że patrzysz i chcesz w swoim życiu robić coś ponad to co musisz. Chcesz i poświęcasz czas na coś co sprawia (bądź dopiero sprawi), że będziesz czuć z tego pełną satysfakcję. Ważne jest to, że szukasz swojej PASJI. Nieistotne jest czy Twoją pasją jest sport, sztuka czy jeszcze inne ciekawe i akrtywne formy. Jedynie obiekcje miałbym do takich zajawek jak całodzienne scrollowanie fejsa, reblogowanie zdjęć co noc na Tumblr i wszystko co wiąże się z krzywdzeniem innych. Zarówno fizycznym jak i psychicznym.


Gdy dostałem wiadomość od Beaty, która korzystając z okazji, że będę w Bydgoszczy, chciała zrealizować ze mną sesję, ucieszyłem się. Nie znaliśmy się wcześniej. Pomyślałem, że fajnie będzie podziałać cały dzień aktywnie, nie tylko prowadząc wykład. Beata postanowiła zaprosić mnie do swojego projektu "Pasje", jako osobę otwierającą całą serię. 



Celem jest pokazanie osób, które kierują się w życiu pasją i to stawiają jako priorytet. Hah, tutaj trafiła idealnie w moją piramidę priorytetów. I nie, nie chcę pozować na niesamowitego kolesia, któremu należy się taki wpis gdziekolwiek. Po prostu od jakiegoś czasu nie wyobrażam sobie pracować w sposób, który mnie nie satysfakcjonuje. Od kilku lat moje życie jest synonimem słowa pasja, a ta z kolei to to samo co praca. Na wielu płaszczyznach, bo zajmuję się wieloma rzeczami. Poświęciłem (i nadal poświęcam) mnóstwo czasu, by moje zainteresowania były tym co podtrzymuje i napędza mój byt na tym świecie. Od czynności, które robiłem nie czerpiąc z tego satysfakcji, odciąłem się całkowicie. O  niektórych moich zajawkach mogliście się dowiedzieć obserwując moje poczynania taneczne, aktywności streetwearowe, zdjęciowe czy prowadzenie wykładów. To mnie napędza i z tym kończyć nie mam zamiaru, wręcz przeciwnie. Część z moich zainteresowań natomiast to nadal słodka tajemnica, która ujrzy światło dzienne w odpowiednim czasie. 



Przed przyjazdem do Bydgoszczy zostałem poproszony, by przybyć w ciuchach spod mojego szyldu Social Animalz, by pokazać także ten "element mnie". Postanowiłem, że swoje rzeczy połączę z ciuchami innej polskiem marki, którą podziwiam, a jej twórców darzę ogromnym szacunkiem. Chodzi o Backyard Cartel. Tym samym chciałem zwrócić uwagę na to, że poza własnymi rzeczami, współpraca z innymi markami, wspólne projekty i sesje są dla mnie również czymś ważnym i nadal chcę to rozwijać.


W tym wszystkim co widzisz nie ma przypadku. Wszystko jest na odpowiednim miejscu. Obserwacja ludzi wokół pozwoliła mi uwierzyć, że jeśli chcesz i potrafisz pracować to możesz osiągnąć wiele. Zwykli ludzie, robiący w swoim życiu niezwykłe rzeczy. Dzięki takim właśnie osobnikom, ja od dłuższego czasu żyję bardzo intensywnie, każdego dnia mogąc cytować tytuł jedno z najlepszych kawałków Mac Millera. I nie chodzi o "Nikes on my feet".
Beata postanowiła w swoim projekcie pokazać ludzi z pasją, by Ci, którzy cały czas poszukują siebie, mogli znaleźć inspirację i uwierzyć, że można spełniać się zamiast spełniać oczekiwania innych. Dla mnie to cholerne wyróżnienie, że zaprosiła mnie do projektu i postanowiła zaprezentować jako pierwszego. Także dzięki!

Odsyłam Was na blog Beaty, gdzie znajdują się wszelkie informacje na temat projektu:

.zulu kuki



0 komentarze:

Prześlij komentarz