Ty pedale w wąskich spodniach!

  


  Hehe, gdy miałem jakieś 15 lat to szukałem ciuchów pomiędzy rozmiarami XL, a podwójnym iksem. Wcale nie byłem wtedy otyły. Jeszcze chudszy niż teraz (tak, da się). W tym samym czasie, wielu moich zdecydowanie większych kolegów, dobierało sobie outfit z produktów ometkowanych 'slim fit'. Wiesz, chciałem być w taki sposób Hip Hop. Z czasem jednak, gdy zacząłem rozwijać się tanecznie w różnych kierunkach, przyduże Massy czy Clinici zaczęły ograniczać trochę to tu, trochę to tam. Wygody zacząłem szukać w szafie mojego ojca (nie, nie siedziałem w niej), wyszukując jakiś spodni z czasów jego młodości. Wpadły mi w ręce jakieś Levi’sy, jakieś Wranglery. Nogawka była prosta, a spodnie lekko przyduże, więc ciężko mówić tu o slim fit. Jednak gdy jest to przeskok z XXL, to diametralnie człowiek czuje się “wąsko”. Moje wymysły taneczne jednak na przestrzeni czasu zmniejszały standardy szerokości nogawki. Podejście do własnego outfitu i hiphopowego dress code też się zmieniły w mojej głowie.

Taki ja lat kilka wstecz.


Bo szczerze jakie to ma znaczenie?
Mówi się, że jednym z elementów kultury Hip Hop jest ubiór, charakterystyczny dla tej kultury. Z jednej strony można się z tym zgodzić. Dużo osób, uważających się za zagorzałych hiphopowców nie szczędzi słów czy to w internetach czy gdzie indziej i z łatwością przychodzi im określanie, że ktoś wygląda ‘pedalsko'. Slim fit? Pedalsko. Koszulka z rękawkiem, który nie jest stosunkowo długi? Pedalsko. Koszulka krótsza niż do kolan? Pedalsko. Pin roll? Pedalsko. Marynarka? Pedalsko. Wystylizowana fryzura? Pedalsko.
Problem polega na tym, że Hip Hop przybył do nas stosunkowo późno i w momencie gdy zaczęły się otwierać popularne “Skateshopy” (skojarzenie z odzieżą dla deskorolkarzy całkowicie niewłaściwe), oferowano w nich głównie produkt inspirowany Hip Hopem lat 90tych. Gdyby chociaż część tych zagorzałych oceniaczy pedaliozy w Hip Hopie, postawiło na lekką edukację na temat kultury Hip Hop i zmian w dress code na przestrzeni lat, mogliby się nieźle zdziwić. Mało, którego z takich agentów widziałem, w kaszkiecie czy welurowym kapeluszu Kangola, dopasowanym longsleeve, pomalowanych superstarach, czy katanie z ręcznie malowanymi grafikami na plecach. 



Mam wrażenie, że wiele osób zatrzymało się na pewnej epoce Hip Hopu, która jest według ich uznania najlepsza i na podstawie tego za wszelką cenę próbują wymusić wizerunek kultury Hip Hop na innych. Jedni zatrzymali się na Nowym Jorku lat 80tych, inni na latach 90tych Zachodniego Wybrzeża. Jeszcze inna grupa poza Skandalem na kasecie, nie odpaliła nic innego. Kwestia gustu wiadomo. Ale tak samo kwestią gustu jest własny ubiór. Na przestrzeni 40 lat wyglądał on bardzo różnie w różnych miejscach. Jasne, były miejsca i czas gdzie dobieranie outfitu rozmiarowo wyglądało jak konkurs kto ma większego kutasa. No ale nie można patrzeć na całą kulturę przez pryzmat welurowego dresu Sean John. 



Jedno się nie zmieniło od samego początku. Niezależnie od tego jak się ubierasz, najważniejsze jest to ile serca wkładasz w swoją zajawkę i czy w ogóle coś robisz. Ubiór to element, którym podkreślamy nasz charakter, podejście do pewnych spraw czy też oryginalność. Nie ma co być napinaczem. Trze’a się bawić!



.zulu kuki

0 komentarze:

Prześlij komentarz