Beyoncé też wali dwójkę.


Gwiazdy, gwiazdeczki... gwiazdunie (?)
Cały świat żyje ich sukcesami, bardziej życiem codziennym, czasem może nawet twórczością. Machina marketingowo-wizerunkowa jest tak dobrze naoliwiona, że nad niektórymi z nich widnieją już aury bogów. Gdy, któraś z nich się nie zaćpa, nie da komuś w pysk bądź sama nie oberwie, dla wyjątku nagra utwór. Ouuuu! Tak wiem, mocne słowa. I wtedy po takim nagraniu japa i muzyczka danego rzemieślnika jest już wszędzie. Odpalasz fejsa i widzisz jego/jej fejsa z przerwą na wpisy sponsorowane. Na Instagramie jeszcze reklam nie ma (ale nadchodzą), więc przerywnikami są inne japy i kanapka z masłem i rzeżuchą na śniadanie #foodporn. Na Tumblr przerwa na gify i cycki. Chyba, że wyszedł klip to wtedy tylko na cycki przerwa, bo klip też w gifie. Tak więc przeważnie jest tak, że nawet jak kogoś nie lubisz, muzyki nie szanujesz, to w trakcie "inwazji bogów", gdzieś tam w zaciszu domowym, chowając skarpety do szuflady nucisz sobie "Baby, baby, baby oooh", czy jakieś inne zło.

Social media sprawiają, że możemy obcować z naszymi gwiazdami całe dnie. I dzięki temu właśnie możemy zapierdalać do H&Mu po koszulę, którą proponuje Dawid. Możemy zobaczyć jakim krokiem odstawno-dostawnym szedł Kanye West wysiadając z samochodu. Możemy każdego wieczora pieprzyć Kim w myślach i nawet sprawdzić sobie na jej Instagramie w jakiej pozycji leży, żeby wizualizacja była łatwiejsza. 

Lubię muzykę. Serio. Szanuję twórczość wielu osób, nawet jak ich nie słucham, a ich jedyną rolą było podpisać czek za tekst i nagrać go w studio. To co mnie bawi (choć chyba częściej przeraża) to ta aura bogów, którą widzą fani danej hmmm... osoby publicznej?
Więc teraz...
NIE MYŚL O RÓŻOWYM SŁONIU!

O czym nie pomyślałeś? ;)

Za to pomyśl sobie, że taka Beyonce czy ktokolwiek inny w momencie gdy słuchasz jego/jej kawałka na YouTube, siedzi właśnie na kiblu i ciśnie dwójkę, sprawdzając liczbę wyświetleń pod muzyczką. Oho i wyszło na jaw, bogowie też srają. Tak i tak samo rosną im paznokcie u nóg, które muszą pewnego dnia ściąć. Rano także śmierdzi im z japy po obudzeniu się, a niektórym wieczorem też bo zapomną umyć zębów. A może niektórzy z nich nie myją zębów. Wyobrażasz to sobie patrząc na ich błyszczące jedynki po wybielaniu? Jak, któryś z męskich bogów zamuli podczas sikania to też oleje dechę i ktoś musi ją pościerać. Kim też w "te dni" musi wymieniać tampona czy podpaskę. 

Hehe. Teraz się zastanawiam czy nadal myślisz o różowym słoniu.

Muzyka muzyką - kocham ją. Ciężko mi byłoby bez niej żyć i innym tańcorom także. Ale teksty niezależnie jak dobre, niekoniecznie przedstawiają w sobie postać artysty, a często po prostu konkretną myśl, chwilową zajawę czy coś co tu i teraz pomoże się wyrazić. Artysta to nie bóg. Chcę, żebyś o tym pamiętał/ała gdy następnym razem na koncercie czy to przed monitorem, pomyślisz sobie, że chciałbyś/chciałabyś jego/jej koszulkę. Zastanów się, czy podczas koncertu czy też kilkanastu godzin na planie klipu, nie spocił się jak świnia i to tak bardzo, że wszelkie antyperspiranty skapitulowały. 

.zulu kuki

0 komentarze:

Prześlij komentarz