Po drodze do...



Zajebiste niebo co? Udało mi się uchwycić na jednym obrazku dwa najważniejsze elementy. Bohatera tego zdjęcia spotkałem w Sopocie, szwendając się z aparatem. Szedł sobie, jak każdy.
Ty też idziesz, nawet gdy leżysz na łóżku i masz "wyjebane" dziś.

Część ludzi żyje tak, by po życiu trafić do raju (wedle własnych wierzeń). Part II społeczeństwa wybiera opcję raju z dowozem na miejsce i żyją tak, by odczuć go jeszcze zanim ksiądz odprawi w pośpiechu ceremonie pogrzebową, a jedna z osób umieszczających trumnę w ziemi, potknie się wywołując poruszenie niczym reprezentacja Polski w piłkę nożną, strzelając gola. Niezależnie jakiego i komu - to i tak sukces budzący emocje z długiego, zimowego snu. Są i tacy, którzy idą z duchem czasu i pełni wiary w rozwiązania hybrydowe, starają się połączyć powyższe dwie sztuki w jedną. Wszystko spoko, ale nie da się zjeść szparagów i nadal mieć taką samą ich ilość. Wiesz o co chodzi, nie? No chyba, że wystarczy Ci Andrzej z powołaniem pukający w drewno i 10 "zdrowasiek" by czuć, że w sumie to jesteś spoko dobry gość. 

Niezależnie, który wariant "raju" się wybiera, jakiś się wybiera i trzeba się po niego przejść. Mało istotne jest gdzie idziesz. Ważne jest jak idziesz. I od razu Cię uprzedzam, nie chodzi o krok odstawno-dostawny. To co jest pewne w całym tym spacerze, to to, że pewne nie jest nic, poza tym, że to spacer.




Jak jesteś młody to dobrze jest iść grupowo. Jesteście w podobnym wieku, macie podobne zainteresowania to i idziecie w podobną stronę. Z racji, że nie idziesz sam dostosowujesz tempo do innych. Spoko, oni robią to samo. Z pewnością ktoś w Twojej grupie czuje, że przez resztę zamula, albo łapie zadyszki, bo zapierdalacie. Czy zamulacie, czy zapierdalacie - to nie jest ważne. Najważniejsze jest, że idziecie razem jednym krokiem, mówiąc jednym wspólnym głosem.





Możesz się przejść samotnie i pewnie nie raz na takie coś się zdecydowałeś. Niekiedy jesteś na takim etapie spaceru, że Twoi kompani wymiękli i po prostu zostałeś sam. Możliwe, że później wrócą. Albo już tak się wszystko zjebało, że nie wrócą, bo znaleźli jakiś zakręt, skręty bądź skróty. Pytanie tylko czy to Twoja świadoma decyzja czy efekt poprzednich lepszych/gorszych decyzji? No i ważne jak Ty się z tym czujesz. Nie każdy jest tu, by iść z innymi. Może masz takie tempo i dziwne rozstawienie stóp, że ludzie się gubią. Albo Ty się pogubiłeś idąc z takimi ludźmi.




Kompan - spoko opcja. Z czasem wyczujesz, czy potrafisz iść z ekipą i czy nadal wszyscy chcą iść tak samo. Jeśli nie, a samotnikiem nie jesteś, to jedyną taką osobą jest ta jedyna osoba. Najlepiej jak ma podobny vibe, wtedy możecie kupić sobie kaski i inne rzeczy, które są Wam potrzebne, by razem iść tudzież jechać. Wiesz to jest zajebiste jeśli po 20 latach nie okaże się, że Ona wymontowała hamulce u sąsiada, a On zrobił dzwonek koleżance. 


Ale jest czasem tak, że chcemy się zatrzymać i najlepiej jakbyśmy nie musieli już iść dalej. Albo jakby ktoś mógł iść za nas. Ale nawet jak stoisz to idziesz. A jak krzykniesz "stop" do świata, to odkrzyknie wymownie "idź i spierdalaj" - dając do zrozumienia, że tak się nie da. Wiesz to Twoje życie i możesz się zatrzymać, pomyśleć i zmienić kierunek. Lecz to cały czas droga do przodu. Nie cofniesz się 5 lat wstecz i nie unikniesz tego co spierdoliłeś wtedy. Możesz za to pomyśleć o tym, jak po 5 latach to naprawić. Kwestia tylko jak nowoczesny był to problem. Te nowsze to jak samochody - wszystko elektroniczne.



To w sumie jest jak z pizzą na telefon. Jedni jak widzą, że koleś z pizzą przyjechał pod dom, to wychodzą, by spełnić swoje zachcianki jeszcze szybciej i wylać sos czosnkowy gdzie się da. Inni mimo tego że widzą, czekają do momentu dzwonka do drzwi, aż koleś przyniesie. Możesz iść i w sumie biec po to co od życia chcesz, albo czekać aż to "samo przyjdzie". Nawet siedząc idziesz. Może się okazać, że dotrzesz do celu szybciej niż Pendolino z Gdyni do Warszawy. Kwestia gdzie jest Twój raj.

Nie wiem o czym marzysz, gdzie podążasz i co chcesz w życiu osiągnąć. Pewnie gdyby w większej grupie ludzi opowiedzieć by sobie o marzeniach i każde z nich byłoby symbolem drzewa przy zachodzącym słońcu, to nasz obrazek byłby tak piękny i przejrzysty jak ten poniżej.




Coś tam widać, ale od podobieństwa to wszystko jakieś takie powszechne i mało wyraźne. Ogólnie to nieistotne czy Twoje marzenia i życiowy "raj" jest podobny do tego co ma w głowie Andrzej czy Urszula. To Twoje życie, Twoje marzenia i Twoje drzewo z zachodem słońca w zestawie.




Możesz do tego dążyć. Ja dążę po swojemu. A przy okazji siedzę na ławce w styranych butach z pajacykiem, wpieprzając Nimm2 i rozkminiając życie na podstawie przechodniów.

.zulu kuki






0 komentarze:

Prześlij komentarz