Backstage polskiego streetwearu: Piotr Dziewulski (Streeters/Street Mag)

  Zapowiedź była, czas więc zaprosić Was na pierwszą "normalną" odsłonę cyklu Backstage polskiego streetwearu. Dziś mam dla Was wywiad z Piotrem Dziewulskim reprezentującym Streeters oraz Street Mag. Mijaliśmy się wiele razy. Dopiero Puma Press Day jakoś pozwolił nam pogadać kilka minut. Dobrze jest porozmawiać o streetwearze z kimś kto także obserwuje to z trochę innej perspektywy. Zapraszam do lektury.

Streeters/Street Mag w sieci (link)



ZK: Siemasz Piotrze! Pierwsze moje pytanie do Ciebie. Jak to się zaczęło u Ciebie ze Street Magiem/ Streeters?


PD: Na to pytanie nie ma prostej i szybkiej odpowiedzi. Wszystko zaczęło się jak na „topie” były marki rapowe takie jak Mass, Moro czy Metoda. Bluza kangurka z kapturem i luźne spodnie były oznaką luzu, którego każdy wtedy szukał, chcąc pokazać swoją nie zawsze dorosłą niezależność. Po jakimś czasie kiedy internet nie wydawał już dźwięków łączenia z modemem, zaczęło się bieganie po sieci i szukanie dosłownie wszystkiego. Nie było wtedy jeszcze tak dużej ilości stron o streetwearze, jak dziś. Był Hypebeast, który był blogiem Kevina o butach głównie i tak naprawdę tyle. Ciężko było znaleźć coś fajnego bez godzin spędzonych na stronach internetowych, które od czasu do czasu miały coś więcej niż tylko to, co na stronach producentów. Takie szukanie i patrzenie co „się dzieje” spowodowało, że chciałem zrobić coś więcej niż tylko „karmić” swoją zajawkę. Tak któregoś dnia, kiedy jechałem na wakacje, kupiłem sobie do pociągu zestaw gazet, by się nie nudzić i udawać intelektualistę przed innymi (śmiech). Pomijając „Politykę”, którą wtedy czytałem, zostało mi kilka złotych, które postanowiłem przeznaczyć na magazyn HIRO, który wtedy był o graffiti, muzyce i szeroko pojętym streecie. Wydanie było poziome z szyciem po krótszym boku, co było dość niespotykane i mocno przykuło moją uwagę. Kiedy przeczytałem cały numer, postanowiłem się przejść do redakcji i nawiązać współpracę. Tak się zaczęło. Zacząłem pisać do tego magazynu w wieku 17 lat. Najpierw pisałem, potem redagowałem, potem zacząłem składać, aż doszedłem do stanowiska redaktora prowadzącego. Wszystko, co potrafię dziś, nauczyłem się w tej redakcji od wielu ludzi, którzy wraz ze mną tworzyli ten magazyn. Nie zajęło mi wiele czasu, by zakochać się w tworzeniu gazet. W międzyczasie stworzyłem pierwszą odsłonę strony streeters.pl, na której były tam newsy o streecie, streetwearze i street arcie. Wszystko robione w tak zwanym międzyczasie powoli się rozrastało i zaczęło nabierać własnych kształtów. Kiedy strona była już na tyle duża, by nieść ze sobą coś więcej, postanowiłem zrobić magazyn drukowany, magazyn, który będzie selekcją wszystkiego, co w internecie. Jeśli chodzi o tematykę magazynu, to można powiedzieć, że jestem trochę samolubny. Kiedyś znajomy z dużo większym doświadczeniem wtedy niż moje powiedział mi „rób gazetę w taki sposób, by tobie się podobała i byś był z niej zadowolony”. W dzisiejszych czasach kiedy wszystko można znaleźć w sieci, ludzie nie doceniają magazynów drukowanych. Internet przyjmie każdą informację wszystko, co „ślina na język przyniesie”. Papier ma ograniczone możliwości I wydaje się przyjmować tylko konkretne materiały po odpowiedniej selekcji. STREETMAG jest właśnie taka selekcją czymś, co sprawia mi wiele przyjemności i daje sporo satysfakcji.



ZK: A skąd takie zainteresowanie kulturą i modą uliczną?

PD: Kiedy wszyscy znajomi interesowali się samochodami, grami komputerowymi i uganianiem po boisku za jedną piłką ja wolałem robić coś indywidualnego. Wielkie koncerty nigdy nie były dla mnie ciekawe, nigdy nie interesowało mnie chodzenie po sklepach, bo w sieciówkach zawsze było to samo. Kiedy zacząłem pracować w magazynie zainteresowanie streetem jeszcze bardziej wzrosło. Poznałem różnych muzyków i osoby związane z markami ubraniowymi związanymi z kulturą skate i street. Z dnia na dzień te zainteresowania stawały się moją pracą, a praca zawsze sprawiała mi wielką przyjemność.


ZK: Poza Streeters czymś się jeszcze zajmujesz? 

PD: STREETMAG i streeters.pl zabierają mi większość czasu w ciągu dnia. Jest to moje główne zajęcie, któremu poświęcam najwięcej czasu. Poza wydawaniem magazynu tworzymy i organizujemy jeszcze różne eventy dla klientów z naszej branży. Zajmujemy się również tworzeniem koncepcji i strategii dla różnych klientów, którzy chcą zwrócić na siebie uwagę w środowisku.


ZK: W świecie streetwearowym dzieje się coraz więcej i zjawisko to samo w sobie staje się coraz bardziej "popularne"? Co o tym sądzisz? Jak według Ciebie się to zmieniło na przestrzeni ostatnich lat?

PD: Kolejne pytanie, które wcale nie jest proste (śmiech). Muszę się z Tobą zgodzić. To, co dzieje się przez ostatnie lata to czyste szaleństwo. Nie ma na świecie innego kraju, który aż tak prężnie się rozwija w dziedzinie streetwearu, jak Polska. Z jednej stroni nic w tym dziwnego, nasz kraj to „potęga” tekstyla, jeśli chodzi o produkcję dzianiny i szwalnie a z drugiej strony trochę zastanawiające, jeśli chodzi o samą ilość. Zastanawiałeś się, ile razy można zrobić coś, czego jeszcze nie było? Wiadomo różnie się dzieje, projekty powstają, a rynek je weryfikuje. Jest kilka marek, które „wgryzły” się już bardzo mocno w świadomość konsumentów a są takie, które muszą jeszcze wiele poświęcić na to, by się pokazać szerszemu gronu odbiorców. Czy stało się popularne? Pewnie, że tak. Każdy chce teraz robić swoją markę. Być niezależnym projektantem, siedzieć w ciągu dnia w kawiarni, popijać espresso i odpisywać na mejle z tabletu. Niestety robienie czegoś swojego na poważnie jest ciężką pracą, która nie ma godzin rozpoczęcia i zakończenia tylko 24/7 i tak wkoło. Jeśli miałbym powiedzieć coś więcej, musiałbym podać kilka przykładów, a jak zacznę, to nie skończy się ten wywiad… (śmiech).


ZK: A co sądzisz o inspirowaniu się modą uliczną przez marki high fashion?

PD: Wiele marek sieciowych chce czerpać z tego, co jest aktualnie modne. Niestety większość z nich nie ma możliwości robienia takich kolekcji z jednego podstawowego powodu: nie mają odpowiedniego postrzegania. To, co robią, jest ogólnie odbierane przez ludzi ze środowiska jako kopia, a nie tworzenie czegoś swojego. Zdarzyło się już kilka razy, że w kolekcji sieciówki widziałem kroje i kolorystyki wzięte żywcem ze streetwearu, ale nie moją rolą jest komentowanie tego. Świadomość konsumencka rośnie z dnia na dzień, to właśnie oni zweryfikują wszystko. Jeśli jednak miałbym być szczery, wolałbym, by te wszelkie wielkie firmy szły w kierunku kolaboracji z markami streetowymi, a nie kopiowały.


ZK: Co powiesz o streetwearze w Polsce? i o polskich markach?

PD: Streetwear w Polsce istnieje jak najbardziej. Istnieje jako scena, ale jeśli chodzi o prawdziwy polski streetwear to jeszcze jesteśmy zbyt młodym rynkiem. Dla mnie streetwear to marki, które mają już swoją historię, ich produkty mają historię a idea, jaka im przyświeca, nie jest krótkotrwałą zajawką. Takich marek jest na palcach jednej ręki. Mówię tu o Turbokolor, Rush DNM czy bardziej sportswearowe Femipleasure. Musi jeszcze trochę czasu minąć, zanim będzie można swobodnie powiedzieć, że Polski streetwear istnieje tak jak za granicą.


ZK: Masz swojego faworyta? Takie No.1 pośród marek?

PD: Jeśli chodzi o faworyta wśród Polskich marek to tak jak wcześniej wspomniałem Turbokolor i Rush DNM. Jeśli chodzi o marki młodsze starzem, ale również robiące dobre rzeczy to wspomniałbym o Homieswonderland, Transmission i Intruz. Jeśli jednak chodzi o marki zagraniczne to najbardziej lubię takie marki jak Carhartt, Vans i Benny Gold.



ZK: Jeśli miałbyś określić swój styl wymieniając części outfitu markami, to jakby to wyglądało?

PD: Biorąc pod uwagę to, co przeważnie mam na sobie to wyglądałoby to dość monotonnie. Carhartt, Vans, The Hundreds, Dickies a na stopach Happy Socks.


ZK: Z klasyków: Jakieś plany na przyszłość?

PD: Dalej robić to, co robię. Nie zamykać głowy na owe pomysły i nie stać w miejscu. Robiąc różne rzeczy zawsze z pasją i pozytywnym nastawieniem.

ZK: Coś od siebie? Słów kilka?


PD: Dzięki wielkie za wywiad i wydaje mi się, że nie będę już nic dodawał, bo i tak długo i nikomu nie będzie się chciało czytać więcej. Dzięki jeszcze raz.



0 komentarze:

Prześlij komentarz