Szukając kadrów, znajdując zwłoki.

ZK: Gdzie zaczynamy?
502: Myślałem o Operze Leśnej.
ZK: Spoko. Jedźmy.

Przed bramą Opery Leśnej w Sopocie.

502: Kurwa. Zamknięte.
ZK: Dobra, trudno. Jedźmy gdzieś indziej.
502: Możemy coś strzelić tutaj na drodze. Słońce zajebiście przebija przez drzewa. Fajnie można to wyłapać. Albo pojedźmy tam niżej. Tam jest ciekawiej, więcej słońca.



Po zjechaniu do docelowego miejsca i ogarnięciu stylizacji z ubrań marki Diamante Wear, dla której realizowaliśmy zlecenie. 

502: Nie widać Cię na tle tych drzew.
ZK: Luźno man, wejdę na to betonowe wejście.
502: Od dołu mam strzelać? Eh no dobra.


W tym miejscu zacząć mieliśmy pracę tego dnia. Zanim wszedłem na betonowe wejście, zacząłem się rozglądać dookoła. Zaglądnąłem do środka. Butelki, śmieci, więcej butelek, zwłoki.
CO KURWA?!
Odsunęło mnie. Początkowo próbowałem sobie wmówić, że to manekin. W sumie biały kolor skóry bardziej przypominał manekina niż naturalny odcień ludzkiej skóry. Jednak ilość detali i otwarte oczy patrzące na wprost zdradziły wszystko. Ja pierdole.

Odskoczyłem. Zbigłem z górki, kierując się w stronę Michała, który czekając aż będę na miejscu do zdjęć, ustawiał aparat.

ZK: Ja pierdole. Nie zrobimy tam zdjęć.
502: Co jest?
ZK: Nie zrobimy.
502: Coś w tej reklamówce?
ZK: Tam są zwłoki.


Cisza.

Widzieć martwą osobę, a znaleźć zwłoki nie spodziewając się tego, to zupełnie dwie inne sprawy.
Wbiło nas w ziemię. 502 wszedł do góry, by się upewnić czy mnie emocje nie poniosły. Nie poniosły. Telefon wykonaliśmy o 10:55. Przyjechała policja. Kilka pytań i spisanie danych. Karetka. Tyle.



Gdy oni całkowicie nieporuszeni wykonywali swoją pracę mając do raportu dziennego kolejny wpis, na podstawie którego będzie można wyciągnąć statystykę, my mieliśmy zamknięte ryje. Też byliśmy nieporuszeni na zewnątrz. W środku? Ja pierdole.

.zulu kuki

0 komentarze:

Prześlij komentarz