Z życia tancerza: Limity

Całkiem niedawno usłyszałem bądź przeczytałem, „Jeśli limity są w niebie, to jak wytłumaczysz ślady stóp na księżycu?” i przyznam, że zapadło mi mocno w pamięć. 




Zajęło mi trochę czasu zanim zrozumiałem, że limity są tylko i wyłącznie w naszej „chorej” głowie. Nie mam na myśli tylko tworzenie czegoś, uprawianie sztuki, ale także pomysł na siebie samego, pomysł na życie. O blokadach, które sobie stawiamy w obawie przed zbłaźnieniem i „ostracyzmem”. Strachu przed czymś co i tak w 99% przypadków się de facto nie przydarza, ale nasza wyobraźnia na wszelki wypadek nas ostrzega ;)



Często nasze blokady są związane z psychicznymi urazami typu: ‘kiedyś się połamałem robiąc coś podobnego więc, już sobie podaruję’, czy ‘ostatnio się tym zbłaźniłem także teraz wolę nie ryzykować’. Ważnym jest by być świadomym, że odmawiając sobie wielu rzeczy z powodu często nieuzasadnionego strachu, blokujemy sami siebie. Niepotrzebnie. Nie dajemy sobie szansy na tą euforię radości, która nas dopada po przejściu samego siebie, a tym samym kopa motywacyjnego do stawania się lepszymi ludźmi. 



Polecam spotkanie ze swoim strachem na Bungee Jumping przy PGE Arenie. Doskonałe miejsce i moment by spojrzeć mu prosto w oczy i spróbować go skontrolować. Spore przeciążenie dla organizmu, obciążenie bungee przy kostkach i sprężynowanie linki które wybijają cię ponownie w górę wzmagają strach, ale przecież o to tu chodzi ;)





Jak wiemy każdy jest inny i każdy ma inny sposób radzenia sobie z problemami. Należy jednak wiedzieć, że problemów trzeba się pozbywać, a tym samym obrać konkretna ścieżkę, która doprowadzi nas do drogi którą chcemy iść. Metod jest wiele. Moją w wielu przypadkach jest wrócenie do portu i przeczekanie burzy (strachu, wątpliwości, niepewności), uporządkowanie chaosu w głowie, potem ponowny rejs po osobiste zwycięstwo. 

Sam długo męczyłem się z pewną blokadą. Doznając poważnej kontuzji kolana (z czasem też drugiego) przechodząc operację i długi proces rehabilitacji i psychicznego doła w głowie, ubzdurałem sobie, że moje max możliwości już zostało zaprzepaszczone, że wielu rzeczy już nigdy nie powtórzę, i się nie nauczę. I to była największa krzywda jaką mogłem sobie zrobić, i nie mam tu na myśli kontuzji.  Jak zapodał Bisz (szczerze polecam twórczość tego artysty) w jednym z kawałków – „…powołany do życia to dar nie kara, masz napierdalać to jest misja nadana przez Pana…”



Zacząłem stawiać sobie poprzeczkę ultra wysoko. Robić rzeczy, które tak naprawdę nie są mi do niczego potrzebne tylko po to, żeby psychicznie czuć, że faktycznie mogę. Przechodzić samego siebie dla samego siebie. Szybko wtedy zrozumiałem, ze rozwój zaczyna się tam gdzie kończy się strefa komfortu. Duży wpływ na rozwój ma też nasze otoczenie. Ludzie ambitni, kreatywni i odważni często motywują swoim podejściem innych. Mnie np. ostatnimi czasy bardzo pomaga mi Sopocki Teatr Tańca, akrobatyka i bardzo pozytywne postacie, Marta i Michał z kadry JumpCity :D. Ci pozytywni ludzie poprzez swoją osobowość, umiejętności akrobatyczne, dar przekazywania wiedzy, a także specyficzne metody motywacji, pozwalają mi wyjść ze strefy komfortu i próbować nowych rzeczy, ale z głową.

„Pamiętaj, że w którymś momencie życia i tak przekonasz się, że ścigasz się sam ze sobą.”


Zdjęcia: Michal502, Black Angel, Izu

DeNy

0 komentarze:

Prześlij komentarz