Śmierć na Preikestolen.


Zdjęcie wykonał Tobias, student medycyny z Niemiec.

Sobota, godzina 6:16.

Nie mogłem spać. Wyszedłem z namiotu tak cicho, jak się tylko dało. Emil spał. Wszyscy w swoich namiotach spali. Temperatura nie była bardzo niska, ale po nocy w takim miejscu, organizm się trochę wyziębił. Zarzuciłem na siebie kurtkę, zwinąłem śpiwór pod pachę i ruszyłem. 



Wdrapałem się na skały usytuowane trochę wyżej. Było łatwo. Rozłożyłem swój śpiwór, usiadłem i zacząłem przyglądać się czerwonym przebiciom na jeszcze ciemnym niebie. Słońce budziło się ze snu. Siedziałem tam sam, napisałem wiersz.


to nie nowe narodziny
feniksem ktoś posypał gdzieś oblodzony chodnik
kryzys wieku każdego - smutku przyczyny
wiem że gdy patrzę w dół to Ty się boisz

jestem przyczyną boisz się skutku
życie to tylko łącznik dwóch punktów
cielesność to tylko łącznik dwóch dusz
na policzkach i kamieniach kurz
na niebie kolor brzoskwiń dojrzałych
dłonie sinego koloru dostały
kamienie deszczowej oprawy a oczy łez
ścieżką po policzku spróbuje dziś zejść



Nie mam zdjęcia, bo ostre ziarno. Ale widok był imponujący. Jedyna rzecz warta tej podróży, zachowała się w pamięci przenośnej, jaką jest moja głowa.
Chciałem pisać normalną relację z całej wyprawy, ale mi nie wyszło. W sumie wychodziło, ale usunąłem tak w 3/4 tekstu. Dlaczego? Weź się i weź spróbuj to przeżyć po swojemu. I to nie chamski zwrot, a szczera rada, dzięki której prawdopodobnie przeżyjesz jedną z bardziej niezapomnianych przygód w swoim życiu. Ja w swojej podróży zmieniłbym kilka rzeczy. Nie oznacza to, że była nieudana. Wręcz przeciwnie.
To czego bym nie zmienił to kilku zasad, które powoli stają się moim własnym dekalogiem wyjazdów dalekich i bliskich.


1. Cel. Postaw sobie jakiś i patrz jak się zmienia, z każdą kolejną chwilą. Życie to także podróż. Potrafi się zmienić w ciągu sekundy, oddalając nasze dotychczasowe priorytety na plan siedemnasty. Ale ważne jest by ten cel mieć. On daje nam poczucie nie błądzenia w nicości.


2. Zwiększaj zakres możliwości! Twój jak i mój i innych jest bardzo podobny. Różni się tylko tym, jak bardzo sobie go skracamy. Człowiek w swojej historii udowodnił, że determinacja spowodowana potrzebą chwili, potrafi doprowadzić go do rzeczy, które wcześniej w jego głowie, mieściły się w folderze "niemożliwe". Jeśli twierdzisz, że nie jesteś w stanie czegoś wykonać, to się nie mylisz. Twoje podejście weryfikuję rzeczywistość bardziej niż ona Twoje podejście. 


3. Zmniejszaj luksus! Spakuj śpiwór, kilka t-shirtów na zmianę, rolkę papieru toaletowego i kasy mniej niż wydaje Ci się, że potrzebujesz. Niezależnie ile weźmiesz tyle Ci starczy. Tak samo jak niezależnie ile weźmiesz, skupiając się na wydawaniu zawsze będzie jej brakować. 


4. Najważniejsza zasada mojego życia. MÓW DO LUDZI! Zdecydowanie! To takie same zwierzęta społeczne jak Ty, więc tak samo jak Ty potrzebują kontaktu. Wyprawy właśnie tego mnie nauczyły, a podczas tej chyba przekroczyłem skalę ludzi, z których dzięki mojej inicjatywie poznałem. Dzięki temu właśnie, na każdym etapie naszej drogi poznawaliśmy niesamowitych ludzi. Od lotniska w drodze do Stavanger, po lotnisko w Stavanger gdzie czekaliśmy na lot do Gdańska. Pierwszej nocy na Preikestolen spotkaliśmy ludzi, którzy siedzieli przy ognisku. Po chwili rozmowy siedzieliśmy już razem w kilkuosobowej grupie rozmawiając o swoich krajach i zainteresowaniach. 


Z tymi samymi ludźmi czekaliśmy na wschód słońca przeżywając niezapomniane chwile. A gdy się żegnaliśmy zostaliśmy zaproszeni do mieszkania pewnej norweskiej pary, gdzie ostatecznie nocowaliśmy drugiej nocy, z całą międzynarodową ekipą. Mówi się, że świat jest piękny, ale ludzie są podli. Takie nastawienie to pierwszy krok, by rzeczywiście tak było. W swoim życiu też trafiłem na debili i chamów, ale kurde mało, którego pamiętam. Od lat moje życie tworzą zajebiści ludzie, zamieszkujący od kilku budynków obok, po inne kontynenty. Wszystko dlatego, że nikt nie bał się odezwać do drugiego i dać z siebie trochę więcej niż minimalne "cześć".




5. Nie ma jak w domu. To ostatni punkt. Niezależnie gdzie wyjeżdżam i jakie mam plany na przyszłość, nawet przez chwilę przez myśli nie przechodzi mi to, że nasz kraj jest gorszy względem innych. A zauważyłem, że to trochę klasyk, szczególnie na obczyźnie. Choć bardziej niż powiedzenie "cudze chwalicie, swego nie znacie" pasowałaby tu wersja po małym liftingu "cudze chwalicie, bo tak jest łatwiej". Po pierwszych pięciu minutach kontaktu wielu łyka jednostkowe cechy, budując obraz całego państwa. A to, że tu ładniej, a że samochody fajniejsze, a że ludzie milsi. Co prawda ludzie w naszym kraju są zawistni w stopniu kurewskim, ale ale... to my tworzymy to społeczeństwo. To jest takie trochę polskie. W naszym kraju w wielu przypadkach ludzie są zamknięci na nowe doświadczenia, a gdy za granicą ich doświadczą z konieczności to wynoszą to na piedestał. Choć wcale bardziej otwarci się nie stają. I żeby nie było, nie propsuję naszego kraju jako patriota, bo nim nie jestem. Jeśli sam wyprowadzę się z niego to nie dlatego, że jest w nim źle, a bardziej z ciekawości świata, która już teraz utrudnia mi spokojne siedzenie w jednym miejscu. Ale irytuje mnie w stopniu maks, stwierdzenie, że w Polsce to tak chujowo. 



Chciałbym:

Podziękować Emilowi za wspólną wyprawę. Dobry czas.
Podziękować również firmie Freeway za wsparcie, Ugly Socks, Elade i Diamante Wear za fajne zestawy ciuchowe, na tą wyprawę. Cieszy mnie fakt, że wspierają mnie polskie marki i mega pozytywni ludzie, stojący za nimi.

Pozdrowić ludzi, których poznałem w trakcie tego weekendu: Jagoda, Piotrek, Iwona, Beata z synkiem i Mariola z synkiem, Eirik, Stine, Tobias i reszta osób, z którymi przyszło mi rozmawiać mnóstwo, ale w całej tej spontaniczności się sobie nie przedstawiliśmy.

Podziękować mamie za sweter i za to, że jest moją mamą. Ona już przywykła do tego, że szwędam się po świecie. 




Pewnie kilka osób, albo więcej zastanawia się o co chodzi z tytułem. Czy to kolejny mój trick, by Was tu ściągnąć, czy co. Otóż nie. Co prawda nie odnosi się to do ofiar śmiertelnych na Preikestolen. Chodzi o mnie. W sobotni poranek, gdy mogłem podziwiać wschód słońca w tak pięknym miejscu, moje plecy odpoczywały od plecaka, a ja sam mogłem biegać po górach, skakać i się wspinać, zrozumiałem, że coś umarło we mnie. Umarło poczucie miejsca w życiu, tak na dobre. Pozostał czas i to ile miejsc różnych uda się poczuć, do końca tego życia.


Niebawem wypuszczę film, który udało nam się zmontować z wyjazdu. Teraz trochę zdjęć.



.zulu kuki




Stine i Eirik na zdjęciu. Chcę kiedyś takie z Patrycją.

















0 komentarze:

Prześlij komentarz