Trzy kroki w tył, trzy w przód i jeden po wolność.

Symbole.
Wielu ludziom słowo te kojarzy się z jakimiś starymi znakami, które kiedyś znaczyły coś. Ze mną jest podobnie. Zafascynowany kulturami świata poszukuję znaczeń i samego siebie pośród znaków różnych regionów tej planety i epok. A jak jest dzisiaj? W czasach, które przepełnione są różnego rodzaju symbolami graficznymi rozrzuconymi tak gęsto, że musielibyśmy mieć cały czas zamknięte oczy, by nie zauważyć chociażby jednego z nich.

  A jakby tak pozbyć się wszelkich atrybutów kontroli? Nie, nie chodzi o atrybuty władzy pozwalające nam kontrolować innych. Chodzi o atrybuty współczesnego człowieka bez których "czasy" nie pozwalają nam żyć.


 Gdyby tak raz porządnie rzucić tym o ziemię? Wyobrażacie sobie siebie bez telefonu komórkowego przy dupie? Jeśli tak to pewnie jest to wynik bujnej wyobraźni. Mam podobnie. Potrafię sobie to wyobrazić, ale pamiętam jak dwa lata temu, zabieg wyłączenia telefonu na tydzień, gdy podróżowałem na stopa po Francji, wprowadził zamieszanie i niepokój w mojej rodzinie. Dziś jesteśmy mobilni 24/7 z przerwami na siku, sen, jakąś aktywność fizyczną, spotkania ze znajomymi. Ale każdą z tych czynności jesteśmy w stanie przerwać, gdy słyszymy dźwięk naszego zajebistego dzwonka. Czasy się zmieniają, true. Nazwałbym obecne "czasem zapierdalania". Bo po co wolniej jak można żyć szybciej? Po co list, skoro sms? Po co się widzieć gdy można zadzwonić albo streścić swoje życie na tablicy facebookowej. To zabawne ale kiedyś nie posiadaliśmy telefonów (tak wiem, niektórzy z Was takich czasów nie znają już) i wybycie z domu nie było kontrolowane tak bardzo jak dziś. Teraz gdy, któregoś połączenia z rzędu nie odbierzemy, zaczynamy wprowadzać niepokój i myśli czy może coś się nie stało. Kiedyś jak byłem młodszy i nie miałem telefonu czy internetu mama nie musiała mi wymyślać na to kary, za to że przyszedłem później niż miałem. Dostałem porządnie i wiedziałem, że umowa to umowa. Poza tym dostałem na komunię zajebisty zegarek więc mogłem ten czas kontrolować prostym skierowaniem wzroku na lewy nadgarstek.


Heh... podobno dzięki nim można wszystko.
Nie wiem czy bardziej ułatwiają życie czy utrudniają, ale mają moc ogromną. Tak ogromną, że wielu by móc mieć wszystko i móc kupić wszystko, zapierdala za każdym wygniecionym banknotem wmawiając sobie, że to dla innych. Widziałem rodziny, które ambicja zapierdalania podzieliła, odstawiając obiecywaną sobie miłość aż do śmierci, gdzieś do lombardu. Bo skoro niepotrzebna to może da się z tego jeszcze coś wyciągnąć. Można gonić za kasą. Można, pozwalam. Przecież nikt za darmo ani dachu nad głową, ani płatków zbożowych oblanych złocistym miodem, nam nie da. Chcemy żyć wygodnie. Dla jednych wygoda to zapewnienie sobie w życiu spokojnego bytu. Dla drugich wygoda to słowo, które zastąpiło wyraz życie, w słowniku własnym. Po części podziwiam tych ambitnych, którzy chcą zrobić swój pierwszy milion. Sam nie potrafię żyć dla robienia kasy. Bardziej zarabiam kasę, by móc żyć spoko tu i teraz.


  Chciałbym móc o nich nie myśleć, ale to dzięki nim możemy kupić sobie wolność. A raczej suplementy wolności.
  Mieszkając w Trójmieście świetnie to widać, szczególnie w sezonie letnim. Z daleka można wskazać kto jest lokalersem, kto kupił suplement wolności zwany urlopem nad morzem. Można go dostać bez recepty, aczkolwiek warto się skontaktować z kimkolwiek i dowiedzieć jak to przeżyć. Najlepiej konsumować odstawiając wszelkie sprawy gdzieś na bok. W innym wypadku tak jak wiele osób po urlopie wrócisz jeszcze bardziej zmęczony. 



  Suplementy wolności, czyli wszystkie nasze odskoki od codzienności, pozwalające osobiście i subiektywnie poczuć się wolnym. Ja np. chętnie wybrałbym się do Peru. Spalił wszystkie dokumenty i próbował żyć każdym dniem na nowo, przeżywając go. Prosty i piękny plan, ale pewnie będąc na miejscu wróciłbym do tego czym interesuję się na co dzień, czyli m.in. mody streetwearowej i próbował tam odnaleźć miejsce, w którym uszyto moje buty Inkkas, sprawdzić czy rzeczywiście są ręcznie robione i jak taka produkcja powstaje. Hah, to jest silniejsze ode mnie, ale to lubię. Odkrywanie.


  Ale marzy mi się tak żyć. Żyć jako wolny człowiek, nie poddawany kontroli na każdym kroku, nie dający się kontrolować przez współczesny świat technologii co kroki dwa. Po prostu tak spakować wszystko w plecak i wyruszyć przed siebie jako ja, Zulu Kuki. Takie Into the wild trochę. Taka trochę przygoda na dłużej niż dzień w Disney Landzie.

  Swojego miejsca na ziemi szukałem 4 razy. Tyle razy zmieniałem miasto, otoczenie i sposób w jaki żyłem, bo czułem że muszę. Dziś żyje mi się dobrze tu gdzie jestem, bo się rozwijam. Ale co będzie jutro? Wystarczy tylko spakować plecak...


....plecak naszych życiowych doświadczeń. Bo nie musimy koniecznie ruszać się z miejsca, by móc podróżować. Nasze życie już teraz jest podróżą. Każda nowa informacja, każda nowo poznana osoba, każda sytuacja codzienna i podjęta decyzja, to nasza podróż. To co podczas swojej odkryjesz zależy tylko od Ciebie. Zależy od tego jak bardzo jesteś otwarty na nowe doświadczenia. Zależy od tego jak bardzo czujesz się wolny, by móc robić kolejne kroki w przód.

Zdjęcia: Gabriela Mamica (G.M.)

Na rzecz zdjęć i posta napiszę, że pieniądze i dokumenty, były nieprawdziwe. Bo podobno to przestępstwo ;)


Buty Inkkas dorwałem z amazonikka.pl



.zulu kuki



0 komentarze:

Prześlij komentarz