Ostatni prawdziwi - Rebel 8

  Obecnie na rynku mamy wiele marek, o których mówi się "top". Za jednymi z nich kryje się jakaś historia, za innymi nie kryje się nic i jest to czysty biznes. Jedna i druga opcja jest okej, jeśli okej mówi odbiorca, czy po prostu klient. Lubię fajne wzory, ciekawe printy i dobrej jakości produkty. Ale poza tymi aspektami, marka musi mieć coś więcej w sobie, bym zdecydował się na jej zakup. Musi mieć sens.

  Jakiś czas temu pisałem o historii Stussy. Nie ukrywam, że fascynuje mnie to jaką drogę przeszedł duet Stussy-Sinatra, by dziś marka miała na rynku tak mocną pozycję. Przede wszystkim jara mnie fakt, jak zostały połączone siły pomiędzy artystą, a biznesmanem. Niestety więź ta nie wytrzymała ciężkich chwil i obecnie po Stussy zostało tylko nazwisko jako nazwa marki, którą całkowicie zarządza Sinatra. Jest natomiast inny duet o tym samym charakterze, który ma się całkiem nieźle. Powiedziałbym, że bardzo dobrze. Zapraszam do lektury historii marki ostatnich prawdziwych - Rebel 8.
  Jak Stussy coraz częściej w Polsce widać na koszulkach, tak nie zdziwię się jak dla większości z Was dzisiejszy bohater jest totalną nowością. Nic dziwnego, bo Rebel 8 to typowy undergroundy potwór, który w taki właśnie undergroundowy sposób powstał.



  Historia zaczyna się pod koniec lat 90tych i swoje korzenie odnajduje w świecie deskorolki, graffiti i tatuażu, prosto z San Francisco. Joshy D. prowadził swój portal poświęcony scenie graffiti, HiFiArt. Pośród wielu artystów, o których pracach pisał Joshy, był także Mike Giant, jeden z najbardziej rozpoznawalnych lokalnych writerów. Poza tym, że malował, dziarał także ludzi. Pierwszy raz spotkali się i poznali, gdy Joshy umówiony na sesję przybył do niego do domu. Po wykonaniu tatuażu, zapytał Mike'a czy może na kilka sposobów napisać Rebel8, by ten mógł to następnie nadrukować na koszulki. Giant się zgodził. Z budżetem ok 500 dolców, kilkoma projektami koszulek i żadnym planem biznesowym, właściciel portalu HiFiArt, postanawia wydać wszystko na produkcję t-shirtów, a następnie w każdy możliwy sposób sprzedawać je. W szkole, wśród znajomych, wśród rodziny znajomych, na ulicy - po prostu wszędzie. W taki właśnie sposób światło dzienne ujrzała marka Rebel8. 




   Joshy D. i Mike Giant zaczęli się przyjaźnić i przez wiele lat writer wspierał swoimi projektami, pomysły Joshy'ego. Od 2007 roku ostatecznie połączyli siły wyraźnie dzieląc role pomiędzy siebie. Joshy jest właścicielem marki, brand menagerem, który konsekwentnie prowadzi markę dalej. Studiując reklamę na Academy of Art w SF, postanowił wykorzystać jak najbardziej swoją zdobytą wiedzę, by świat zaczął mówić "Spread the 8". Mike Giant jest głównym artystą i to on tworzy wszystkie projekty ręcznie, a następnie są one nanoszone na produkty. Typowy, oldschoolowy styl Mike'a to to co nadaje unikalności marce i podkreśla jej oryginalność w branży. Jak wypowiadają się obaj bohaterowie tej historii, dobrze mieć tego drugiego. Dzięki przyjacielskiej więzi i podobnym poczuciu estetyki Joshy w swoim teamie posiada kogoś, kto nadaje charakter jego marce. Z drugiej strony Giant chwali sobie współpracę i działania biznesmana, dzięki którym może bez przeszkód oddać się swojej ekspresji artystycznej. Połączenie idealne!




  Mimo typowo undergroundowego charakteru, marka nieustannie rozwija się podbijając kolejne zakątki świata. Pamiętam jakie wrażenie zrobiła na mnie dostępność tej pozycji, gdy przebywałem na Tajwanie. Nie było butiku streetwearowego, który odwiedziłem, a nie zastałem tam Rebela.A jak jest w Polsce? Heh, po raz kolejny muszę napisać o The Avenue. Ale owszem, obecnie to jedyne miejsce, gdzie wybór brandów streetwearowych jest naprawdę spory i nie zamyka się na kilku, najbardziej znanych pozycjach. Lubię wiele marek i jak już wspomniałem Stussy jest jedną z moich ulubionych. Ale klasyczny World Tour to nie wyznacznik zajebistego gustu. Szczególnie gdy nie wie się jaką historię model ten za sobą niesie.








  W tytule artykułu napisałem ostatni prawdziwi ponieważ pośród wszystkich tych "dużych" brandów mało jest takich, których charakter nadają nie dyrektorzy artystyczni, graficy czy projektanci, a prawdziwi artyści, wyciągnięci ze swoich pracowni czy prosto z ulicy. W tym wypadku sama nazwa marki, może spokojnie służyć jako synonim słowa sztuka.

.zulu kuki


Poniżej moje zdjęcie w bucket hatcie Rebel8 (ten sam co wyżej na zdjęciu, na głowie Mike'a)



0 komentarze:

Prześlij komentarz