'Marzyłem o Afryce' Kuki Zulu

  Na początku temat postu miał być inny, ale siedząc przy zdjęciach, które klasycznie już w przypadku mojego bloga wykonał Michal502, postanowiłem pójść w inną stronę.


  Marzyłem o Afryce - jest odniesieniem do książki 'Marzyłam o Afryce', autorki o imieniu Kuki Gallmann. Zapewne nikogo nie zdziwi, że to co przykuło moją uwagę w Empiku, to moja własna ksywka w połączeniu z jakimś nazwiskiem, w dziale z literaturą podróżniczą. Cała akcja miała miejsce kilka lat temu, gdy jeszcze mieszkałem w Koszalinie. Moi przyjaciele dowiadując się, że chodzę do Empiku ją czytać, pewnego dnia ukryli ją we wszystkich salonach w mieście, gdyż zbliżały się moje urodziny i nie chcieli bym sobie ją kupił. O całej intrydze dowiedziałem się zaraz po tym jak dostałem tą książkę jako prezent urodzinowy. Książka jest niesamowita i pamiętam, że w tamtym czasie jeszcze bardziej rozbudziła moje marzenia o Afryce. Do dziś o niej marzę. Z tym, że cały czas życie uczy mnie, że wszystko przyjdzie w odpowiednim jego momencie. Wszystko w moim życiu przychodzi w odpowiednim momencie, a sygnały ze świata, co jakiś czas przypominają mi, że Afryka jest na mojej liście marzeń usytuowana bardzo wysoko. 
  Na jeden z takich znaków natrafiłem 2 lata temu, gdy po wyruszeniu na stopa w Europę, pewnego dnia wraz z Niko dotarliśmy pod Paryż. Tam zakupiliśmy bilety na pociąg, by dostać się do centrum stolicy Francji. Zaraz po wejściu do pociągu, zaczepił nas starszy, czarnoskóry mężczyzna. Był z Ghany, a że tam angielski jest językiem urzędowym, posługiwał się nim biegle. Zdecydowanie lepiej niż większość ludzi z Francji. Podczas wspólnej podróży, w skrócie opowiedzieliśmy mu o naszej przygodzie. On w odpowiedzi dał nam do zrozumienia, że nic nie dzieje się przypadkiem i ta wyprawa jest jednym z elementów naszej życiowej wyprawy do Afryki, którą musimy odwiedzić. To zabawne, ale przed wyruszeniem w Europę, rozmawiając z Niko, wielokrotnie jej mówiłem, że marzę o Afryce. A czy Wy nie macie czasem poczucia, że ktoś w Waszym życiu pojawił się w konkretnym celu? My to czuliśmy. Nadal to czuję. Czuję też, że moja podróż tam i możliwość oddychania tamtejszym powietrzem, to tylko kwestia czasu.
  Stosunkowo niedawno miałem przyjemność pierwszy raz zapoznać się z ofertą marki Arriba Wear. To czym charakteryzuje się ta marka, co zdecydowanie wyróżnią ją na tle innych, to nietypowe, afrykańskie tkaniny, z których szyte są elementy ubrań. Za każdym razem, gdy spotykam się z właścicielami, dostaję od nich kolejną dawkę informacji na temat tkanin. Każda z nich to unikatowy wzór, który produkowany jest w bardzo ograniczonej ilości. W dodatku grafiki na tkaniny są nakładane ręcznie. To jest niesamowite. Nie są to afrykańskie wzory wydrukowane w Łodzi, a prawdziwy kunszt plemiennej kultury, wyprodukowany na ziemi, z której się wywodzi. To też zachęciło mnie, by jeden z takich limitowanych produktów nabyć. To co widzicie na zdjęciach poniżej to szara koszulka, z podszyciem rękawków i kieszonką w tym samym wzorze. Podczas pewnych targów zastanawialiśmy się wspólnie z właścicielami marki, czy główne skupienie na okrągłych kształtach nie wiąże się może z tradycjami Zulusów. W kulturze tego plemienia kąty nie istnieją, więc wszystko budowane i tworzone jest na zasadzie łuków i zaokrągleń. Dlatego też mój wybór padł na ten wzór, licząc po cichu, że wyżej wspomniane powiązanie może rzeczywiście istnieć. Jaram się i wiem, że marka ta w najbliższym czasie ponownie trafi pod mój zakupowy celownik. Poza koszulką zobaczyć możecie kapelusz marki Official, który niedawno już pojawił się tu, ale uznałem, że pasuje idealnie. No i fakt - kapeluszami jaram się coraz bardziej. Obecnie bardziej niż klasycznymi czapkami z daszkiem. Ponadto spodnie Cheap Monday - elastyczne, strechowe spodnie, to dla takiej małpy jak ja, idealne rozwiązanie. Na nogach zmęczone od tańczenia Jordany Son of Mars w opcji mid i na dłoni klasycznie już opaska Belay Custom. Na szyi widnieje medalion w kształcie Afryki, który przywiózł z USA i podarował mi w prezencie mój przyjaciel. Lubię dbać o detale. Ostatnim elementem, może już nie stylizacji, a sesji, jest afrykański bęben djembe. Sam grać na nim nie potrafię, choć chęć nauki w ostatnim czasie wzrosła bardzo. Dla mnie, z punktu widzenia tancerza i osoby zafascynowanej Afryką, djembe jest cholernie ważnym artefaktem. To właśnie dźwięki wydobywające się z tego typu bębna, przyczyniały się do powstawania pierwszych rytmicznych ruchów ludzkich, które po jakimś czasie przeobraziły się w pierwsze ruchy taneczne. Taniec w kulturze Afrykańskiej ma ogromne znaczenie. O tym też kiedyś chciałbym Wam opowiedzieć więcej.

A jak jest z Wami? Są takie miejsca na ziemi, w których jeszcze nie byliście, a jakiś wewnętrzny głos mówi Wam, że musicie te miejsca odwiedzić? :)

Zdjęcia: Michal502

PS. Chętnych sprawdzić unikalność i pomysł produktów marki Arriba odsyłam na stronę www.arriba-wear.pl



A tak wracając do małp to... może to dzikie, ale tak kocham życie, że mógłbym drzeć japę z radości!

.zulu kuki




0 komentarze:

Prześlij komentarz