Miłość do życia wytatuowana na przedramieniu.

  Tatuaże są zajebiste i fajnie je mieć bo to wygląda super. A jeśli chciałbym ten temat spłycić jeszcze bardziej to mógłbym napisać, że polecam studio tatuażu Cykada w Sopocie, bo ludzie tam kumają o co w tym wszystkim chodzi. 


   I mimo, że nic w tym co napisałem wyżej kłamstwem nie jest, to nie o to tu chodzi. Wiele osób się zastanawia nad tym czy chce mieć tatuaż albo się nie zastawiają wcale i go robią bo chcą go mieć tak bardzo. Tak po prostu, bo tatuaż fajnie wygląda. Nie powiem Ci, że to dobre rozwiązanie czy złe, bo to w sumie Twoje życie, skóra i kwestia tego czy w przyszłości będziesz rozmyślać nad tym, czy to rzeczywiście był właściwy wybór. Ja nad swoim tatuażem myślałem długo. Albo inaczej. To co chce mieć na skórze w mojej głowie pojawiło się dosyć szybko pod wpływem pewnych doświadczeń życiowych. Natomiast trochę czasu zajęło podjęcie tej konkretnej decyzji "tak jestem pewny, chcę to mieć na skórze".


   20 sierpnia 2010 roku otrzymałem wiadomość na facebooku od Cold Chris'a - członka legendarnej ekipy Dynasty Rockers. Informując mnie o planowanej trasie do Berlina zapytał czy jest opcja, by zorganizować jego warsztaty rockingowe także w Polsce. Korzystając z faktu, że nie zawsze taka fajna opcja się zdarza ruszyliśmy temat dalej. Warsztaty miały się odbyć w Szczecinku, w listopadzie, w ramach celebrowania urodzin kultury Hip Hop.

   12 listopada 2010 roku jadąc samochodem do Szczecinka na obchody urodzin kultury Hip Hop doszło do wypadku, w którym moja Honda oderwała się od ziemi, a następnie po kilkukrotnym dachowaniu wylądowała w rowie. Jechały ze mną jeszcze dwie osoby. Pamiętam, że po wylądowaniu w rowie wszyscy byli przytomni i kazałem wszystkim jak najszybciej opuścić samochód. Mimo, że w szoku to cały czas świadomi zaczęliśmy zbierać wszystkie rzeczy, które wyleciały z samochodu w trakcie podniebnym piruetów. A wyleciały wszystkie. Pamiętam, że czapka którą miałem na głowie leżała około 20 metrów dalej od samochodu. Pojechaliśmy do szpitala, gdzie po wykonaniu prześwietlenia każde z nas udało się do lekarza w celu opatrzenia okaleczeń i innych ran. Wszedłem pierwszy. Po wyjściu wszedł Łukasz, mój przyjaciel. Ja w tym czasie rozmawiając z jego mamą wyciągałem z głowy kawałki szyby samochodowej, którą pominął lekarz. A było tego sporo...
Pamiętam, że po powrocie do domu spotkałem mojego ojca, który miał strasznie zapłakane oczy. Siła strachu i nerwów ciśnie do oczu łzy nawet najsilniejszym. Pamiętam też bezsilność w jego oczach gdy podszedłem oznajmiając, że niedługo wychodzę i jadę do Szczecinka, bo chcę być tam z moimi ludźmi i celebrować Hip Hop. Tak też się stało, pojechaliśmy tam i mimo bólu, było zajebiście.
  
   Tatuaż, który wykonał według mojego projektu Łukasz Zglenicki z Cykady, przedstawia dłoń Boga, która manipuluje jak kukiełką samochodem, odwróconym do góry nogami. Na samochodzie tym siedzi mój anioł stróż, który bujając się na nim jak na huśtawce prostuje poplątane liny sytuacji życiowych. Moim aniołem stróżem jest moja nieżyjąca siostra. Jako drugie dziecko moich rodziców, Iga urodziła się z poważną chorobą, która pozwoliła jej cieszyć się obecnością na tym świecie bardzo krótko. Po miesiącu szczęścia wymieszanego z walką o przetrwanie, przegrała. Bóg przesadził zbyt mocno i zbyt szybko plącząc jej liny życia, doprowadzając do ich zerwania. Nigdy Igi nie poznałem, gdyż urodziłem się kilka lat później. Lecz nie przeszkodziło to w tym, by czuć jej obecność w moim życiu w postaci energii, która sprawia, że każdego dnia realizuję się będąc najszczęśliwszym człowiekiem świata. Nic nie dzieje się bez powodu. 


  Kocham życie. Wydaje mi się, że sytuacje i ludzie, którzy przez moje krótkie, lecz intensywne życie się przewinęli, nauczyli mnie jak to robić.

Zdjęcia: Mateusz Dębowski

















.zulu kuki

0 komentarze:

Prześlij komentarz