Każdego dnia wyżej.


  Jedną z rzeczy, które porusza mój mózg w intymnych monologach wewnętrznych dosyć często, jest temat wyznaczania sobie celów. Jak to jest, że jedni ludzie nie potrafią zorganizować sobie prostych czynności dnia codziennego, kiedy w tym czasie drudzy odhaczają ze swojej listy zadań kolejne pozycje? I nie chodzi tu o to, że na liście pod pozycją piątą znajduje się hasło "wynieść śmieci". Jak to jest, że jedni żyją w monotonny sposób, jakby każdego dnia pierwszy kontakt mózgu z bodźcem wzrokowym, zsynchronizowany był z tym samym soundtrackiem? Codziennie tym samym. I tu wcale nie chodzi o wybitną zajebistość tych dźwięków. Bardziej chyba przyzwyczajenie do nich i strach przed tym "co ja zrobię jeśli to nie zagra?" Wracając ze świata metafor do bezpośredniej rzeczywistości domyślam się, że wiele z Was powie, że taka monotonna postawa dobra nie jest i trzeba się realizować, spełniać marzenia. Według mojego własnego światopoglądu jest podobnie, ale stawiając sprawę bardziej obiektywnie, czy drugi koniec tego kija nie potrafi czasem siąść mocniej na naszych plecach? Na brak motywacji wewnętrznej narzekać nie mogę, chociaż wiem, że są ludzie, którzy mają jej tyle, że przy nich wyglądam jak osoba roznosząca lody na plaży w Sopocie, stojąca obok TIR'a. Każdego dnia budzę się z inną ścieżką muzyczną, ze świadomością, że to kolejny dzień spełniania własnych marzeń. Cały czas uczę się wypośrodkować czas na rozwój i czas na odpoczynek, ale wiem, że ci sami ludzie, którzy są dla mnie TIR'em zajeżdżają się okropnie byleby dotrzeć do celu jak najszybciej i zrobić target. A tak jak w przypadku kierowców TIR'ów, tak i w życiu każdego z nas są limity, których nie powinno się naginać zbyt często. Cofam się pamięcią do przeszłości, kiedy to mój ojciec często mówił mi "pamiętaj zdrowie masz tylko jedno". Średnio miałem na względzie, by słowa te trafiały w moje priorytety. Po latach, mimo nieustannej zajawki cenię sobie je bardziej, by nie zaczynać tego tematu słowami:

Ile cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, 
Kto cię stracił.

   Każdy dzień to nowe wyzwanie, ale w poszukiwaniu równowagi pomiędzy różnymi wartościami, lepiej postawić na dłuższą drogę, niż szybki efekt.

   Zdjęcia zamieszczone w tym poście są przerysowanym nawiązaniem do tematu, rozpatrywanym z perspektywy mojej zajawki, czyli tańca. A z perspektywy streetwear'owej:  W tym co mam na sobie ponownie dostrzec można opcjię camo - tym razem w postaci wiatrówki Misbhv oraz opaski Belay Custom. Reszta to zdecydowanie czerń. Szczególnym elementem nadającym klimatu jest czarny tee marki Diamond Grizzly. Ze względu na moje zamiłowanie do wchodzenia tam gdzie nie można i odkrywania, spodnie typu Jogger marki Publish Brand i Nike Free sprawują się idealnie. I tak to wygląda. W połączeniu z zegarkiem, snapem Starter, kilkoma innymi niezbędnikami i wymysłami mojej wyobraźni jak kominiarka czy rękawice taktyczne. Bo kto takiemu na dachu zabroni co? ;)

Zdjęcia: Michał Chojnacki

.zulu kuki


 


A tu dwie ślicznotki, właścicielki studia Stacja, w którym to trenuję siebie, ale także staram się dbać o rozwój innych prowadząc moja autorskie zajęcia.



0 komentarze:

Prześlij komentarz